...zrozumiałam, że moją misją

nie jest starać

się o ukoronowanie

śmiertelnego króla,

lecz wzbudzać miłość

do Króla Niebios,

oddawać w Jego władanie

królestwo serc.

św. Teresa

 

 

  

O Małej Świętej

„Mała droga” – jako droga dostępna dla wszystkich. Stawanie się „dzieckiem”, prawdziwe ubóstwo duchowe, wykorzystanie wszystkich licznych okazji w ciągu dnia do sprawiania radości Jezusowi, do składania Mu drobnych ofiar niedostrzegalnych dla otoczenia, bezwzględna ufność i nadzieja pokładana w Bogu – oto niektóre z kamieni milowych wytyczających tę „małą drogę”. Ks. Jerzy Nemo

Kropla liryczna
 
Marzenie dziecka:
Mieć szorstki brzeg habitu,
Być wielką świętą.

Mirela Rubin-Lorek
 

*  *  *


Z małą Terenią łatwo Ci będzie, iść przez świat.
Cały swój bagaż na jej ręce złóż, ona Panu odda go.
I lepiej ci będzie iść przez świat.    
Z Terenią za rękę przebiegniesz świat.    
Trzymaj się jej, a ujrzysz chwały blask.
Głowy są mokre od deszczu róż, ile płatków tyle łask.
Jeśli Wierę silną masz, to deszcz łask otuli cię.
I lepiej ci będzie iść przez świat.

ze Śpiewnika Terezjańskiego Apostolstwa Ufności
 

 «  1  2  3  4  5  6  7  8  [9]  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  » 

Powrót

 

 

Każdy kto zetknął się z "małą" świętą już odchodzi ubogacony,

a jeśli jej słowa stara się wcielać w życie już staje się zwycięzcą! 


 

Inni o "Małej" Teresie

 

Imię i nazwisko: Marie-Francoise Therese Martin (Tereska); Święta Teresa od Dzieciątka Jezus.

Przezwiska: nazywana przez ojca „Małą Królową” i przez wiernych „Małym Kwiatkiem”.

Data urodzenia: drugiego stycznia, 1873 roku.

Miasto rodzinne: Lisieux (Francja).

Hobby: łowienie ryb i korespondencja.

Zwierzęta: pies („Tomek”), jedwabniki.

Charakter: nieśmiała jako dziecko, później odważna dla Jezusa.

Cel życia: kochać Jezusa w codziennych drobiazgach.

Stan cywilny: oblubienica Chrystusa.

Zawód: zakonnica Karmelitanka.

Nauka: „Mała Droga”, czyli żyć wśród codziennych, drobnych sytuacji, naśladować i kochać Jezusa.

Motto życia: przeżyć swoje niebo czyniąc dobro na ziemi.

  

 Gdy miała piętnaście lat była bardzo zakochana. Wszyscy mówili, że była jeszcze za młoda, ale to była prawdziwa miłość i dlatego nic nie pozwoliła zmieniać na swojej drodze życia.Kiedy pojechała z rodziną na pielgrzymkę do Rzymu, poprosiła nawet papieża o pomoc w realizacji swoich marzeń.

W końcu je zrealizowała. Mając tylko piętnaście lat wstąpiła do klasztoru karmelitanek, pielęgnując i rozwijając w swoim sercu gorącą miłość do Jezusa.

Tak wytrwała dziewięć lat i zmarła mając zaledwie dwadzieścia cztery lata, ale mądrze korzystała ze swojego pobytu na ziemi i dlatego śmierć była dla niej początkiem wiecznego wesela z jej ukochanym Jezusem.

Ponadto Tereska obiecała, że będzie pamiętała o nas pozostających na ziemi: „Przeżyję moje niebo czyniąc dobro na ziemi... spuszczę z nieba powódź róż" (symbol łaski).

Czy tobie potrzebna pomoc? Poproś o nią Tereskę. Być może, że dostaniesz różę... i zrealizujesz swoje marzenie.

 

Mamo, chciałabym żebyś umarła

  W pokoju mojej babci wisiał na ścianie duży obraz. Kiedy czasem budziłam się tam rano, z obrazu patrzyła na mnie piękna, młoda dziewczyna ubrana jak zakonnica. W rękach trzymała krzyż, a wokół niego całe mnóstwo kolorowych róż, których mocno rozwinięte płatki opadały gdzieś w dół, poza obraz.

  Wydawało mi się wtedy, że jest smutna. Może dlatego, że została zakonnicą – myślałam – albo po prostu kolce róż wbijają jej się w ręce? Wtedy jeszcze: nie wiedziałam, że; to mała wielka święta. Teresa od Dzieciątka Jezus.

- Dlaczego mała i jednocześnie wielka?

- Co oznaczają spadające na ziemię róże?

- Czy naprawdę jej oczy są smutne?

- Czy od urodzenia była świętą?

Czteroletni filozof

   Od pierwszych chwil mama wiedziała, a raczej czuła, że Terenia jest innym dzieckiem. Już w drugim tygodniu uśmiechała się do niej. Gdy miała trzy lata, nauczyła się abecadła i powoli zaczynała czytać. Łatwo zapamiętywała nie tylko piosenki i bajki, które potem wszystkim wokoło z przejęciem opowiadała, ale również to, czego uczyły się jej starsze siostry. I nikt nie dziwił się, gdy czteroletnia Terenia wyjaśniała, kto jest „Wszechmocny”.

Któregoś dnia przychodzi do mamy, tuli się do niej i zupełnie nieoczekiwanie mówi:

- Wiesz mamusiu, chciałabym, żebyś umarła.

Zdziwiona mama patrzy na nią, a mała po chwili dopowiada:

- To dlatego żebyś poszła do nieba. Sarna przecież mówiłaś, że najpierw trzeba umrzeć, żeby tam być. A ja chciałabym, żebyś ty była w niebie.

Mała przestępczyni

  Nie zawsze mała Tereska była rozkosznym aniołkiem. Gdy coś nie szło po jej myśli, śliczna buzia umiała krzyczeć do utraty tchu, wpadała w taki gniew, że umiałaby porozbijać wszystko, co znalazło się pod ręką, a kiedy się uparła, wtedy nic i nikt nie potrafił namówić jej do ustąpienia. Nawet pozwoliła zamknąć się na cały dzień w ciemnej piwnicy, żeby tylko nie musiała powiedzieć „tak”. Nie można było o niej powiedzieć, że jest grzeczna tylko wtedy gdy śpi, bo nawet w nocy wierciła się więcej niż za dnia. Zrzucała wszystkie okrycia i uderzała o brzeg drewnianego łóżeczka, po czym budziła się z bólu i wołała:

- Mamusiu, jestem stuknięta!

  Biedna mama musiała wstawać w nocy i sprawdzać, co się dzieje. Rzeczywiście, mała miała guzy na czole. Była „stuknięta”. Sytuacja powtarzała się kilka razy w ciągu nocy. Mama wstawała, okrywała Terenię, po czym ona zaczynała „stukanie”. W końcu mama razem z Celiną wymyśliły sposób. Zwyczajnie, wieczorem, przywiązały małą do łóżka. Pomysł był świetny. Nareszcie wszyscy mogli spokojnie spać.

  Innym razem potrafi być najgrzeczniejszym dzieckiem, aniołkiem o złotym sercu, tylko dIatego, że chce iść do nieba. Od starszych sióstr dowiedziała się, że Jezusowi jest strasznie smutno, gdy źle się zachowuje. Wystarczyło jej o tym powiedzieć tylko raz. Teraz, gdy coś przeskrobie, przybiega od razu do mamy ze łzami w oczach, zarzuca rączki na szyję i wszystko dokładnie opowiada, i wylicza każdy zły uczynek: „Mamusiu, raz popchnęłam Celinę, raz ją uderzyłam, ale więcej tego nie zrobię...”. Jeśli zawini, wszyscy muszą o tym wiedzieć.

   Kiedyś rozdarła kawałek tapety. Od razu chciała o tym powiedzieć ojcu, ale no wrócił dopiero za cztery godziny. Wszyscy dawno o tym zapomnieli, ale nie Terenia. Przybiegła szybko do Marii i prosi jak przestępca oczekujący na wyrok:

- Powiedz zaraz tatusiowi, że rozdarłam ten papier!

   Pewnego dnia Terenia zapytała mamę:

- Czy ja pójdę do nieba?

- Tak, oczywiście, jeśli tylko będziesz grzeczna – odpowiada mama.

- A jeśli nie będę grzeczna, to pójdę do piekła? Ale ja już dobrze: wiem, co zrobię.

Gdy ty będziesz szła do nieba, mamo, ja ulecę razem z tobą. Będę się mocno, mocno ciebie trzymać i Pan Bóg mnie nie odłączy. Ty też będziesz mnie mocno trzymać, prawda?

Królewska kucharka

   Nie lubi lalek. Nie umie się nimi bawić. Jej ulubionym zajęciem jest cięcie papierów. Siedzi sobie wygodnie pod nogami mamy piszącej listy i tnie spadające z biurka kartki. Przy okazji śpiewa tak głośno, że słychać ją w całym domu. Bardzo lubi zabawy z Celiną. Gdy starsza siostra musi już odrabiać lekcje, biedna Terenia zalewa się łzami, bo nie chce być sama. Najczęściej udaje jej się wypłakać zgodę, ale pod warunkiem, że będzie siedzieć cichutko jak myszka. Tego nie trzeba czteroletniej Tereni dwa razy powtarzać. Potrafi dwie i trzy godziny, usadowiona na krześle, nawlekać koraliki na nitkę. Co jakiś czas wzdycha tylko głęboko, a gdy nitka wysunie się z igły i nie potrafi jej nawlec, za żadne skarby, nie odważy się przeszkodzić siostrom.

   Z wielką radością przyrządzała czasem herbatkę z kory drzew i ziarenek znalezionych na ziemi. Gdy herbatka była gotowa, zanosiła ją swemu „królowi" (tak nazywała tatusia) w pięknej filiżance. Tata od razu przerywał swoje zajęcie i udawał, że pije smakowity napój.

Beksa

   Gdy któregoś dnia zachorowała Celina, Terenia uważała, że jej siostra jest szczęśliwa, bo może sobie przynajmniej poleżeć. Mówiła nawet, że chciałaby też zachorować. Nie trzeba było długo czekać na spełnienie tego życzenia. Terenia dostała silnej gorączki i miała wszystkie objawy odry. Na szczęście historia nie trwała długo. Po czterech dniach mała wyzdrowiała.

Gdy Terenia leżała w goryczce, pytano ją:

- Jesteś teraz zadowolona, że chorujesz jak Celinka?

- Ale ja chciałam być chora tylko tak troszeczkę, jak główka od szpilki... a nie aż tak – płakała Terenia.

   Po śmierci mamy, Terenia zrobiła się nieśmiała i bardzo wrażliwa. Wystarczyło, że ktoś na krótko wyjeżdżał z domu, że ktoś był smutny, że popełniła jakiś grzech, że ktoś nie tak spojrzał, a mała od razu uderzała w płacz. Płakała z byle powodu, a gdy przestawała płakać, to płakała dlatego, że przedtem płakała. Czasem nawet nazywano ja beksą. Któregoś dnia znów siedzi sobie w kącie i płacze:

- O, jaka ja jestem nieszczęśliwa!

Całe nieszczęście polegało na tym, że Celina powiedziała, iż lalki Tereni są źle wychowane. To właśnie ona, Terenia, przyzwyczaiła, je do wszystkich kaprysów.

Wybawczyni mordercy

   Jako czternastoletnia panienka, Teresa bardzo pragnie kochać Jezusa i sprawiać, by inni też Go kochali. W krótkim czasie pojawiła się wielka okazja. W' jakiejś rozmowie usłyszała, że w Paryżu, pewnej marcowej nocy zamordowano trzy kobiety. Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo i kradzież klejnotów, Henryka Pranziniego.

   Wszyscy są szczerze oburzeni i potępiają zabójcę. W całej Francji chyba tylko jedna Teresa myśli inaczej. Jej pierwszym odruchem jest uratowanie Pranziniego. Postanawia się za niego modlić, zamawiać msze św. Jest pewna, że miłosierny Pan Bóg odpowie na jej prośby i Pranzini, który nie okazuje absolutnie żadnego żalu, nawróci się. Prosi Pana Bogu o znak. Czyta nawet gazety – czego dziewczynki z dobrych domów nie robiły – żeby na bieżąco znać całą sprawę.

   W końcu przychodzi dzień egzekucji. Pranzini odpycha najpierw podchodzącego kapłana, a potem... – wzywa go z powrotem i przed ścięciem bierze od niego krzyż całując go dwa razy. Teresa jest w tej chwili najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Po przeczytaniu tej wiadomości, kryje się w swoim pokoju i płacze z radości. Otrzymała znak! Z taką nadzieją czekała. Pranzini uratowany ! 'To jeszcze bardziej popycha ją do Karmelu. Jeżeli Pan Bóg dał jej takiego grzesznika, to ilu jeszcze pójdzie za nim?

Niecierpliwa nastolatka

  Po raz pierwszy Terenia pomyślała, że będzie zakonnicą, gdy jej najstarsza siostra Paulina, ulubienica i wzór, powiedziała, że zostaje karmelitanką. Nie bardzo to rozumiała, ale od tamtej chwili wiedziała już na pewno, że Pan Bóg woła ją do takiego życia. Żyć z Jezusem i dla Jezusa, razem z Nim ukryć się na pustyni. Tak opowiadała jej o Karmelu Paulina. Oczywiście Teresa była jeszcze zbyt mała. Dopiero gdy miała 14 lat, odważyła się po raz pierwszy powiedzieć o tym poważnie. Ale tu zaczęły się schody. Droga nie była prosta. Pierwszą przeszkodą był wuj, który opiekował się rodziną. Warunek: skończy najpierw 17 lat. Teresa nie miała najmniejszego zamiaru czekać tak długo. To przecież długie trzy lata!!!

  W końcu wuj ustąpi, ale pojawił się ksiądz, przełożony Karmelu. On dodaje jeszcze 7 lat. O, nie! Miałaby czekać do skończenia 21 lat?! Nie pomaga tu nawet interwencja taty. Ksiądz jest niewzruszony. Teresa płacze, ale nie rezygnuje. Decyduje się szturmować dalej. Idzie do biskupa. Specjalnie, żeby wyglądać na starszą, wkłada biały kapelusz, a włosy czesze w kok. I co?

  Słyszy to samo. Teraz jest już gotowa pojechać nawet do papieża i prosić go o zgodę. Organizowana jest akurat pielgrzymka do Rzymu. Pojechała więc z ojcem i siostrami.

  W dniu spotkania z papieżem Teresa klęka przed nim, obejmuje jego kolana i prosi z nadzieją:

- Ojcze Święty, proszę cię o wielką łaskę... pozwól mi wstąpić do Karmelu w piętnastym roku życia. Jeżeli powiesz „tak”, to wszyscy się zgodzą.

Papież patrzy swoim głębokim, przenikliwym spojrzeniem i odpowiada:

- Wstąpisz, jeśli Pan Bóg zechce...

  Tego się Teresa nie spodziewała! Nie chce stamtąd odejść. Strażnicy muszą siłą odciągać zalaną łzami dziewczynę i wyprowadzić do wyjścia. Ciągłe sprzeciwy, a Jezus śpi i milczy – myśli Teresa – to ponad moje siły! Jestem zupełnie sama!

Szczęśliwa pustelniczka

   W kwietniu 1888 r., po sześciu latach, spełnia się wreszcie marzenie Teresy. Wstępuje do  Karmelu w Lisieux. Wszystko zna już z opowiadań, przecież jest tam jej ukochana Paulina i druga siostra Maria. Podoba jej się cisza, bardzo skromne pomieszczenia i białe ściany, na których wypisano poważne zdania z Pisma Świętego. 

   W jej pokoju-celi, siennik służący za łóżko, na stoliku dzban wody, klepsydra (mniej więcej na pół godziny), lampa naftowa i wiklinowy koszyczek z przyborami do szycia. Na ścianie krzyż. Teresa nareszcie jest spokojna i radosna. Wszystko ją tu zachwyca. Odtąd 26 karmelitanek to jej nowa rodzina. Przeżyje wśród nich dziewięć lat.

Rekordzistka świata

   Od pierwszych chwil, w najprostszych pracach (naprawianie bielizny, zamiatanie schodów i korytarza), Teresa pragnęła tylko jednego: wszystko robić z miłości do Jezusa. Być świętą. Pobić światowy rekord miłości Boga! To wcale nie takie proste. Zwłaszcza że dotąd w Buissonetts, wszyscy ogarniali ją, jako najmłodszą, niezwykłą czułością i miłością. Niczego jej nie brakowało. Tu, w Karmelu, dokucza nawet zimno.     

   W domu nie spędziła ani jednej zimy bez ognia. Jest tak delikatna. Drży w swojej celi, do której z zewnątrz przenika lodowata wilgoć. Czasami do rana nie potrafi się rozgrzać. Gdyby tylko słówko powiedziała, mogłaby łatwo poprawić swoje warunki. Nie prosi o to. To okazja, by okazać miłość Jezusowi. Nikt nigdy nie zauważył, aby przy największych nawet chłodach zacierała ręce, chodziła szybszym krokiem, czy pochylała się bardziej niż zwykle, tak jak to się robi, gdy dokucza zimno.

  Teresa chciała znosić wszystko i nigdy się nie skarżyć. Ani z powodu ubioru, ani z powodu jedzenia. Siostra przygotowująca jedzenie w Karmelu nie wiedziała, że Teresie szkodzi fasolka i napełniała jej talerz tak, jak pozostałym. Teresa chciała być posłuszna i zjadała wszystko, ale za każdym razem była chora.

   Czasem wykorzystywano łagodność Teresy i podsuwano jej to, co zostało z obiadu. Kilka razy dostała na talerzu same główki śledzi albo odgrzewane przez kolejne dni resztki jedzeniu.

  Nikt się nie domyślał, ile kosztowało ją wykonywanie niektórych prac. Teresa miała na przykład wielki wstręt do pająków, ale słówka nie pisnęła, kiedy polecono jej omiatać pajęczyny w jednej z cel. Przecież Jezusowi też niczego by nie odmówiła.

Złodziejka w niebie

  Właściwie, co takiego wielkiego zrobiła Teresa Martin, że już 28 lat po swojej śmierci została ogłoszona świętą, a w 1997 roku, papież Jan Paweł II ogłosił ją Doktorem Kościoła? Przecież żyła tylko 24 lata, była jedną z 26 zakonnic Karmelu w Lisieux.

  Po prostu bardzo chciała kochać Jezusa. Szczerą i prostą miłością. Chciała wszystko oddać Jezusowi, nic nie chciała dla siebie, niczego nie chciała Mu odmówić. Wiedziała, że z Jezusem niczego nie musi się bać. On jest jak kochający tatuś, który swojemu dziecku da wszystko.

  Obiecała, że gdy przyjdzie do nieba, ześle na ziemię „deszcz róż”. Będzie „małą złodziejką”, która ukradnie Panu Bogu wszystko co najlepsze i pośle ludziom na ziemię.

Gabriela Szulik 

 

 

Na skrzydłach boskiego Orła

 

   Jak to się stało, że Teresa Martin, czyli Mała Święta Teresa od Dzieciątka Jezus (1873-1897), została patronką misji, nie będąc w życiu na misjach?

  Jak do tego doszło, że Jan Paweł II ogłosił ją 19 października 1997 roku Doktorem Kościoła, skoro Mała Święta Teresa nie napisała ani jednej poważnej książki teologicznej?

  Na czym polegała jej wielkość i świętość, skoro kiedy umarła w 1897 roku w klasztorze w Lisieux, niewiele sióstr mogło o niej powiedzieć coś szczególnego?

  Jaki był jej największy skarb, skoro nikt nie słyszał o jakichś wielkich rzeczach, których w życiu dokonała?

 

Promyk: Za swojego życia nie byłaś szerzej znana. Za to po śmierci, stałaś się ulubioną świętą wielu, wielu ludzi... 

Św. Teresa: Kiedy wstępowałam do klasztoru karmelitańskiego w Lisieux, miałam 15 lat. Uczyniłam to za specjalną zgodą biskupa, ponieważ byłam za młoda, aby podjąć trudne życie w Karmelu. Faktycznie, nie podołałam trudom i bardzo szybko zachorowałam. Przeżyłam w klasztorze 9 lat, cierpiąc fizycznie, a także przeżywając wielkie trudności wewnętrzne. Mimo to Karmel był moim najlepszym wyborem życia, bo w nim przeżyłam swoją największą miłość. Był nią Jezus. On nauczył mnie bezgranicznej ufności i zawierzenia wszystkiego Bogu. To może dla wielu zaskakujące słowa, ale mimo ogromnych cierpień, umierałam z uśmiechem na ustach wiedząc, że Jezus na mnie czeka.

Promyk: Jak to się stało, że na Twoim pogrzebie zebrało się nie więcej niż 30 osób, a 28 lat później, na Twoją beatyfikację do Rzymu przybyło pół miliona ludzi?

Św. Teresa: Zapewne przyczyniły się do tego moje notatki, które pisałam w zakonie na polecenie przełożonych. Nie były przeznaczone do druku. Kiedy jednak ukazały się w książce, pt. „Dziennik duszy", spowodowały wiele nawróceń. Stałam się dzięki tej książce znana na całym świecie. Ale przecież to nie sama książka jest w tym wszystkim najważniejsza. Po prostu pozostałam wierna słowom wypowiedzianym na łożu śmierci: „Nie umieram, lecz wchodzę w życie. Przekroczę moje niebo, by czynić dobro na ziemi”. Innymi słowy, skoro już na ziemi odkryłam, że sercem Kościoła jest Jezus, to obiecałam sobie, że po śmierci będę tak jak On – samą miłością.       

Promyk: Wyjaśnij to bliżej...                  

Św. Teresa: Całe życie w klasztorze ciężko chorowałam na gruźlicę: Nie mogłam z tego powodu wykonywać ani żadnych prac, ani uczestniczyć we wspólnych modlitwach. Musiałam więc pomyśleć o własnej drodze do świętości, o mojej małej drodze. Nie mogąc działać, zaczęłam marzyć o świętości, pragnąć jej jako najwyższego dobra. Nie posiadając niczego, pragnęłam mieć wszystko. Dlatego ofiarowałam swoje cierpienie za mordercę skazanego na śmierć, modliłam się za dusze błądzących w wierze, prosiłam Jezusa, aby przywrócił zdrowie klerykowi pragnącemu zostać kapłanem. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Moje marzenia o świętości były jakby skokiem w przepaść Bożej dobroci. Nawet nie zdziwiłam się, kiedy morderca, za którego modliłam się, nawrócił się i przed śmiercią ucałował krzyż. Podobnie też pragnęłam, aby Jezusa poznały wszystkie narody, aby misjonarze głosili Ewangelię „aż po krańce ziemi”. Jezus spełni każde dobro, o jakie się Go poprosi.

Promyk: A jak można zdobywać świętość dzisiaj?

Św. Teresa: Przede wszystkim należy siebie powierzyć Jezusowi. Często modliłam się: „Jezu, ja jestem zbyt mała, by dokonać wielkich czynów, toteż moim szaleństwem jest ufność, że Miłość Twa przyjmie mnie samą jako ofiarę. Szaleństwo moje polega na tym, że błagam orłów, moich braci, o wyjednanie mi tego przywileju, bym mogła wzlecieć ku Słońcu Miłości na skrzydłach samego Boskiego Orła. Dokąd zechcesz, Umiłowany, pozostawić twą małą ptaszynę bez sił i bez skrzydeł, nie spuści ona oczu z Ciebie... Ufam, że nadejdzie dzień, w którym przybędziesz, Orle Uwielbiony, by zabrać ptaszynę i unosząc się wraz z nią do Ogniska Miłości, zanurzysz ją na całą wieczność w gorejącej Otchłani Twej Miłości..." C.R.

 

RÓŻE Z NIEBA

Czyli wywiad ze świętą Teresą od Dzieciątka Jezus

Święta Teresa z Lisieux (1873-1897) – zakonnica, mistyczka, patronka Francji, misji, zakonu karmelitańskiego.

Zacznę od najważniejszego pytania: dlaczego piętnastoletnia dziewczyna, przed którą dopiero otwiera się życie, zdecydowała się zamknąć w murach klasztoru?

- Odpowiem tak: wyobraź sobie, że pewnego dnia poznałeś fascynującą osobę, poza którą nie widzisz świata, i zakochałeś się do szaleństwa. Czy w takiej sytuacji nie marzysz o tym, by zamieszkać razem już na zawsze?

Hm... chyba tak.

- A widzisz! Dla mnie kimś takim stał się właśnie Chrystus. Postanowiłam zamknąć się w klasztorze, aby nikt i nic nie rozpraszało mojej miłości.

I udało się?

- Właściwie tak. Bywały trudne chwile. Często przychodził szatan i wmawiał mi, że Bóg o mnie zapomniał. Dręczył moje serce. Niekiedy inne siostry traktowały mnie jak chodzące dziwadło. Ale który z zakochanych jest zupełnie normalny?

Powiedz mi jeszcze, jak to się stało, że nie opuszczając nigdy swojego klasztoru, stałaś się patronką misji na całym świecie?

- Kiedy mieszkałam w klasztorze, miałam dziwne marzenie. Pewnie będziesz się ze mnie śmiał, ale ja marzyłam, by być nie tylko zakonnicą. Chciałam zostać misjonarzem, kapłanem, prorokiem, męczennikiem, poetą i kimś tam jeszcze. Chciałam służyć Kościołowi na wszystkie sposoby. Fizycznie byto to niemożliwe, ale duchowo ofiarowałam dużo mojej modlitwy i cierpienia właśnie za misjonarzy. Do dziś opiekuję się nimi z nieba.

Skoro mówimy o niebie, wyjaśnij, proszę, co znaczyły słowa, które wypowiedziałaś przed śmiercią. Obiecałaś, że będziesz zrzucała z nieba róże.

- Tak, to prawda. Są to róże duchowe – natchnienia i pomoc w ludzkich problemach. Już kilka lat po śmierci otrzymywałam codziennie setki listów z prośbą o wstawiennictwo.

Listy do nieba?

- Raczej nie, przychodziły na adres mojego klasztoru w Lisieux we Francji. Ale jeśli ktoś chce mnie o coś prosić, niech poszuka najbliższego kościoła pod wezwaniem świętej Tereski i pomodli się krótko.

A nie można wieczorem, tak przy łóżku?

- Można, na pewno usłyszę.

Dziękuję w imieniu wszystkich zainteresowanych, dziękuję też za wywiad. Myślę, że powinnaś w tym miesiącu przygotować mnóstwo świeżych różyczek do zrzucenia na ziemię.

- Obiecuję, że nie zabraknie.

„Rozmawiał" ks. Janusz Stańczuk

 

 

Od 100 rocznicy śmierci św. Teresy od Dzieciątka Jezus, patronki misji,

którą Jan Paweł II ogłosił doktorem Kościoła,

urna z jej relikwiami

pielgrzymuje po całym świecie.

Peregrynacja ta ma na celu ukazanie wiernym myśli

przesłania św. Teresy z Lisieux,

jej „małej drogi” do świętości.

Relikwie św. Teresy w Polsce.     

   Zawsze aktualnie brzmią słowa papieża Jana Pawła II przypomniane przez papieża Benedykta XVI, podczas homilii w czasie Mszy św. Inauguracyjnej 24 kwietnia 2005 r. „(...) Nie lękajcie się. Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka.”

   Dnia 29 kwietnia 2005 r. granice Polski przekroczyła ta, która „otworzyła Chrystusowi drzwi” swego serca. Tego dnia przybyły do naszego kraju relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza.

   Kim jest ta „mała” - „wielka” święta? Posłuchajmy głosu papieży. „Ta, która przez długi czas uważana była za «małą świętą z różami» jest z pewnością największą cudotwórczynią czasów współczesnych" powiedział o niej papież Pius XII, a papież Pius XI w 1927 r. ogłosił ją patronką misji w 1944 r. Papież Pius XII uczynił św. Teresę drugą patronką obok Joanny d’Arc patronką Francji. Św. Teresa jest też patronką Meksyku i ewangelizacji Rosji.

   W odpowiedzi na pragnienia i oczekiwania Kardynałów i Biskupów wielu części świata a szczególnie Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy, po zasięgnięciu opinii teologów papież Jan Paweł II dnia 19 października 1997 r. ogłosił św. Teresę od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza Doktorem Kościoła Powszechnego.

   Z jakim przesłaniem przyszła do nas ta święta malowana z naręczem róż okalający trzymany przez Nią Krzyż? W aktualnej rzeczywistości naszego życia, które przyjmuje zarówno rzeczy wartościowe, jak i wątpliwe, święta z Lisieux, duchowa córka św. Teresy z Avila i św. Jana od Krzyża przyniosła niezwykle cenne światło pomagające w rozeznaniu właściwej drogi życia we wszystkich dziedzinach naszej codzienności.

   Św. Teresa przyszła przypomnieć i wskazać, że tym co otwiera drzwi Chrystusowi w nas jest „dziecięca”, ufna miłość.

   Po czym będzie można poznać żeśmy prawdziwymi dziećmi Ojca i uczniami Chrystusa? Po tym, że na wzór Jego Miłości, miłość mieć będziemy. Miłość będziemy nieść. Miłość bezinteresowną, miłość nieskończenie cierpliwą, łaskawą, miłość wyciągniętych w dawaniu dłoni. Jak to uczynić, aby być rzetelnym - ale nie nieczułym, wrażliwym – ale nie drażliwym, gorliwym – ale nie zawziętym, wyrozumiałym – ale nie bezkrytycznym, wiernym – ale nie fanatycznym, dobrodusznym – ale nie naiwnym, konsekwentnym – ale nie bezwzględnym, osiągającym sukcesy – ale nie zarozumiałym, prostym – ale nie bezmyślnym, przepełnionym Bogiem – ale nie stroniącym od świata? Jak to uczynić? Posłuchajmy św. Teresy: „Jezu jestem zbyt mała, aby uczynić wielkie rzeczy, moim szaleństwem jest mieć nadzieję i jak dziecko sprawiać Bogu przyjemność.” (Rękopis „ B”)

   Ojciec święty Jan Paweł II w orędziu na XII światowy dzień młodzieży zachęcał: „Św. Teresa musi przyciągać uwagę was młodych właśnie dlatego, że Teresa jest świętą młodą, która dzisiaj na nowo powtarza to proste sugestywne przesłanie przepojone podziwem i wdzięcznością, że „Bóg jest Miłością”, że każda osoba jest kochana przez Boga który czeka, by został przyjęty i umiłowany przez każdego człowieka. Wy współcześnie żyjący młodzi jesteście powołani, by to orędzie przyjąć i obwieszczać je światu. Człowiek jest kochany przez Boga oto proste a jakże przejmujące orędzie, które Kościół jest winien człowiekowi. Z młodości Teresy od Dzieciątka Jezus zrodził się entuzjazm wobec Pana, wielka wrażliwość z jaką przeżywała miłość, realistyczna odwaga Jej wielkich planów. Swą porywającą świętością potwierdza Ona, że również młodym Bóg udziela obfitych skarbów Swej mądrości. Razem z Nią idźcie pokorną, prostą drogą chrześcijańskiej dojrzałości w szkole Ewangelii. Pozostańcie z Nią w sercu Kościoła waszej Matki przeżywając w sposób radykalny wybór Chrystusa."

   Ukazanie światu w XXI wieku postaci dwudziestoczteroletniego Doktora Kościoła to nie tyle przypieczętowanie przeszłości, co otwarcie drzwi pełnych nadziei na przyszłość; „otwarcie na oścież drzwi Chrystusowi”. Papież Jan Paweł II podczas swego pobytu w Lisieux w 1982 r. powiedział iż św. Teresa uświadamia nam dziś prawdę zasadniczą, że otrzymaliśmy ducha przybrania za synów Bożych, który woła w nas „Abba! Ojcze! Święta Teresa żyła tym przeświadczeniem i rzeczom zwyczajnym codziennym nadawała sens. Otworzyła w ten sposób drogę dla milionów zwyczajnych ludzi, którzy często pragną czegoś więcej, ale poczucie słabości każe im zaniechać działania a piętrzące się kłopoty i przeciwności do reszty ich zniechęcają. Duch Święty jednak pokazuje poprzez Teresę, że słabość nie powinna być przeszkodą, ale atutem! Czyż Bóg nie przyszedł właśnie do słabych...?

   Święta Teresa przybywając do nas jako Siostra i Misjonarka przypomina „Małą drogę dziecięctwa duchowego" – drogę miłości, zaufania, drogę która przekonuje, że każdy bez wyjątku, niezależnie kim jest dzisiaj i jaka była jego przeszłość może podążać ku świętości, ba więcej, powinien dążyć do świętości, która nie jest propozycją Boga, ale zadaniem chrześcijanina.

  Pragnieniem św. Teresy było „żyć miłością”, miłością całkowitą, mocną, która nie ma końca. A miłość jest jak ogień, wystarczy przywołać słowa Pana Jezusa: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, aby już zapłonął”. W sercu Teresy płonął ten «ogień» właśnie ta miłość boska: „w sercu Kościoła będę miłością, wtedy będę wszystkim”. W innym miejscu dodaje „kiedy się kocha, to się nie odmierza”. Święta z Lisieux odkryła darmowość miłości Boga i darmowość każdej miłości. W obecnym świecie i w obecnym czasie bardzo często usiłuje się wmówić współczesnemu człowiekowi, że wszystko można kupić, że mając pieniądze można mieć wszystko. Być może, z wyjątkiem miłości, w prawidłowym tego słowa znaczeniu. Teresa przyznaje, że oddając wszystko dla Tej Miłości stała się wolna, prawdziwie wolna: „biegnę swobodnie” i „jedynie chcę żyć Miłością”. Ta miłość Teresy nie jest niczym skrępowana „coś za coś”, dlatego mówiła, że po śmierci stanie przed Bogiem „z pustymi rękami”, z gestem dziecka, które nic nie posiada i które wszystkiego oczekuje od Ojca. A wtedy Bóg widząc Jej puste ręce obdaruje Ją na sposób boski czyli bez granic.

  I tak na pewno się dzieje, widać to po wpływie jaki św. Teresa wywiera obecnie na serce Boga. Przekonują się o tym zwłaszcza ci, którzy się do Niej zwracają z prośbami.

  Jednym z bardzo wielu proszących Ją był Jacques Fesch 27 letni mężczyzna skazany na śmierć za zabicie francuskiego policjanta. Czekając w celi śmierci na wykonanie wyroku tak pisał w swoim dzienniczku więziennym zatytułowanym: „Za pięć godzin zobaczę Jezusa” -„Jestem szczęśliwy i spokojny. Prawą dłoń wsunąłem w dłoń niepokalanej Panny, a lewą w dłoń św. Tereski. Z nimi dwiema nic mi nie grozi”. W innym miejscu pisze: „Otrzymałem dziś piękny obrazek „małej” Teresy od Dzieciątka Jezus. Co wieczór zwracam się do Niej i rozmawiam z Nią jakby była moją ukochana siostrą. Ja czuję się całkowicie mały i potrzebuję „różanego deszczu łask”, jaki obiecała Terenia tym, którzy Ją wezwą... „Lubię Jej delikatny głos zaufania do Boga i Jej żarliwość” Jacques Fesch otworzył drzwi serca Chrystusowi dzięki św. Teresce jak Ją nazywał po przeczytaniu w więzieniu Jej „Dziejów duszy”. Jest on jednym z wielu, bardzo wielu tych którym św. Teresa dała niezwykle cenne ewangeliczne światło... jak być pełnym ufności dzieckiem Bożym w każdym miejscu w każdym czasie. (...).

Bp Adam Śmigielski



Relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus były w kosmosie

 

Karmelitanki z miejscowości New Caney w Stanach Zjednoczonych otrzymały z NASA materiał filmowy na temat misji STS-124, na pokładzie Space Shuttle Discovery, rozpoczętej 31 maja 2008 roku.

Jeden z uczestników misji, 47-letni astronauta amerykański Ronald Garan, poprosił je, by modliły się za niego w czasie lotu i wyraził gotowość zabrania z sobą cokolwiek zechcą.

Siostry przekazały mu relikwię św. Teresy. Przez czternaście dni szybowały one wokół Ziemi z prędkością ponad 27 tysięcy kilometrów na godzinę, przebywając łącznie 9.177.030 kilometrów.

Agencja Zenit przypomina, że Garan, przywiązany liną do wahadłowca, wyszedł na zewnątrz, by zamontować na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej kolejną część japońskiego laboratorium.

Po obejrzeniu video karmelitanki przypomniały słowa świętej Teresy: „Chciałabym głosić Ewangelię jednocześnie pięciu stronom świata, aż po najdalsze wyspy”.


Peregrynacja relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Ukrainie

 

...  ta wielka święta żyjąca u schyłku XIX wieku w niezwykle krótkim czasie „podbiła” Europę i świat jako orędowniczka niezwykle wielu łask, mimo iż życie jej było bardzo krótkie. Pragniemy zachęcić wszystkich do skorzystania ze sposobności oddania czci jej relikwiom dla uproszenia nam łask w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym.

Peregrynacja, jaką odbyła św. Teresa po wielu już krajach Europy Zachodniej, gromadziła wielkie ludzi wierzących i zaowocowała wieloma łaskami. 

... nawiedzenie jej relikwii na Ukrainie stanie się dla wierzących okazją do uświadomienia sobie na nowo i w całej pełni wielkości swego powołania.

– Jest też okazją, abyśmy uczyli się, jak dobrze żyć i jak korzystać z darów łaski Bożej, przede wszystkim przez słuchanie Jezusa.

Ta droga jest nam wszystkim dostępna, bo jak pisała święta Teresa: „Jezus wcale nie potrzebuje ksiąg ani doktorów, aby pouczać dusze.

On, Doktor doktorów, poucza w ciszy, bez słów...”. Niech więc wszyscy, którzy zechcą przyjęć do swego serca orędzie małej świętej - wielkiego doktora Kościoła, przez nawiedzenie jej relikwii otrzymają wszelkie potrzebne łaski i umocnienie w świętości życia”.

Metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki, przewodniczący episkopatu Ukrainy obrządku łacińskiego

Drodzy bracia i siostry

    Dziś chciałbym opowiedzieć wam o świętej Teresie z Lisieux – Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, która przeżyła na tym świecie zaledwie 24 lata, u schyłku XIX wieku, wiodąc życie bardzo zwyczajne i ukryte, która jednak po śmierci i ogłoszeniu jej pism, stała się jedną z najbardziej znanych i kochanych świętych. „Mała Tereska” nigdy nie przestała pomagać duszom najprostszym, maluczkim, ubogim i cierpiącym, które ją o to prosiły, ale rozświetliła również cały Kościół swoją głęboką nauką duchową, i to do tego stopnia, że w 1997 r. czcigodny Jan Paweł II zechciał obdarzyć ją tytułem doktora Kościoła, dodanym do tytułu patronki misji, jaki nadał jej Pius XI w 1939 r. Mój umiłowany Poprzednik określił ją jako „ekspertkę od scientia amoris” (Novo Millennio ineunte, 27). Naukę tę, która widzi, jak cała prawda wiary jaśnieje w miłości, Teresa wyraża głównie w opowieści o swoim życiu, ogłoszonej w rok po jej śmierci pod tytułem „Dzieje duszy”. Jest to książka, która odniosła szybko ogromny sukces, którą przetłumaczono na wiele języków i która rozeszła się po całym świecie. Chciałbym wezwać was do ponownego odkrycia tego małego-wielkiego skarbu, tego świetlistego komentarza do Ewangelii, przeżytego w pełni! „Dzieje duszy” są bowiem cudowną historią Miłości, opowiedzianą w sposób tak prawdziwy, prosty i świeży, że czytelnik nie może nie zostać nią porwany! Ale cóż to jest ta Miłość, która przepełniła całe życie Teresy – od dzieciństwa aż po śmierć? Drodzy przyjaciele, owa Miłość ma Oblicze, ma Imię – jest nią Jezus! Święta nieustannie mówi o Jezusie. Chcemy więc przemierzyć znów wielkie etapy jej życia, aby wejść w serce jej nauki.

   Teresa urodziła się 2 stycznia 1873 w Alençon – mieście we francuskiej Normandii. Była najmłodszą córką Ludwika i Zelii Martinów, przykładnych małżonków i rodziców, ogłoszonych wspólnie błogosławionymi 19 października 2008 r. Mieli oni dziewięcioro dzieci, z których czworo zmarło w młodym wieku. Pozostało pięć córek, z których wszystkie wybrały życie zakonne. Teresę, gdy miała 4 lata, głęboko zraniła śmierć jej matki (Rkps A, 13r). Ojciec z córkami przeniósł się wówczas do miasta Lisieux, gdzie Święta spędzi całe swoje życie. Później Teresa, dotknięta poważną chorobą nerwową, została uzdrowiona dzięki łasce Bożej, którą sama określiła jako „uśmiech Madonny” (tamże, 29v-30v). Przyjęła następnie Pierwszą Komunię, którą głęboko przeżyła (tamże, 35r) i umieściła Jezusa Eucharystycznego w centrum swego istnienia.

   „Łaska Bożego Narodzenia” w 1886 r. oznacza wielki zwrot, nazwany przez nią jej „wielkim nawróceniem” (tamże, 44v-45r). Zostaje mianowicie całkowicie wyleczona ze swej dziecięcej nadwrażliwości i rozpoczyna „bieg jako gigant”. W wieku 14 lat Teresa zbliża się coraz bardziej, z wielką wiarą, do Jezusa Ukrzyżowanego i bierze sobie do serca przypadek, pozornie rozpaczliwy, pewnego przestępcy, skazanego na śmierć i powieszonego (tamże, 45v-46v). „Chciałam za wszelką cenę nie dopuścić do tego, by poszedł do piekła” – pisze Święta, mając pewność, że jej modlitwa sprawiła, iż wszedł on w kontakt ze zbawczą Krwią Jezusa. Jest to pierwsze i podstawowe doświadczenie macierzyństwa duchowego, o którym napisała, że „zaufała niezłomnie nieskończonemu miłosierdziu Jezusa”. Wraz z Najświętszą Maryją Panną młoda Teresa „sercem matki” kocha, wierzy i ma nadzieję (por. PR 6/10r).

   W listopadzie 1887 Teresa udaje się z pielgrzymką do Rzymu razem z ojcem i siostrą Celiną (tamże, 55v-67r). Szczytowym punktem jest dla niej audiencja u papieża Leona XIII, którego prosi o zezwolenie na wstąpienie – w wieku zaledwie 15 lat – do Karmelu w Lisieux. W rok później jej pragnienie się spełnia: staje się karmelitanką, „aby zbawiać dusze i modlić się za kapłanów” (tamże, 69v). Równocześnie rozpoczyna się także bolesna i upokarzająca choroba umysłowa jej ojca. Jest to wielkie cierpienie, które prowadzi Teresę do rozważania Oblicza Jezusa w Jego Męce (tamże, 71rv). W ten sposób jej imię jako zakonnicy – siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza – wyraża program całego jej życia, we wspólnocie z podstawowymi tajemnicami Wcielenia i Odkupienia. Jej śluby zakonne, złożone w święto Narodzenia Maryi – 8 września 1890 – są dla niej prawdziwym małżeństwem duchowym w „maleńkości” ewangelicznej, charakteryzującej się symbolem kwiatu: „Narodzenie Maryi! Jakież to piękne święto na to, by stać się w nim oblubienicą Jezusa... W tym dniu mała Najświętsza Dziewica ofiarowała małemu Jezusowi swój mały kwiatek” – napisała Teresa (tamże, 77r). Dla niej bycie zakonnicą oznacza bycie oblubienicą Jezusa i matką dusz (por. Rkps B, 2v). W tym samym dniu Święta układa modlitwę, która wskazuje całe ukierunkowanie jej życia: prosi Jezusa o dar Jego nieskończonej Miłości, bycia najmniejszą, a zwłaszcza prosi o zbawienie wszystkich ludzi: „Żeby dziś nie potępiła się ani jedna dusza” (Modl. 2). Wielkie znaczenie ma jej ofiarowanie się Miłości Miłosiernej, dokonane w uroczystość Trójcy Przenajświętszej w 1895 (Rkps A, 83v-84r; Modl. 6): jest ofiara, którą Teresa będzie dzieliła wkrótce ze swymi współsiostrami, będąc już wicemistrzynią nowicjatu. 

   Dziesięć lat po „Łasce Bożego Narodzenia”, w 1896 nadchodzi „Łaska Wielkanocy”, otwierająca ostatni okres życia Teresy wraz z rozpoczęciem jej męki w głębokiej jedności z Męką Jezusa; chodzi o cierpienie ciała, wraz z chorobą, która doprowadzi ją do śmierci przez wielkie cierpienia, przede wszystkim jednak chodzi o cierpienie duszy z niezwykle bolesnymi doświadczeniami wiary (Rkps C, 4v-7v). Wraz z Maryją pod Krzyżem Jezusa Teresa przeżywa wówczas wiarę bardziej heroiczną, niczym światło w ciemnościach, które ogarniają jej duszę. Karmelitanka ma świadomość, że przeżywa tę wielką próbę dla zbawienia wszystkich ateistów współczesnego świata, których nazywa „braćmi”. Przeżywa więc jeszcze intensywniej miłość braterską ( 8r-33v): do sióstr ze swej wspólnoty, do swych braci duchowych – misjonarzy, do kapłanów i do wszystkich ludzi, szczególnie tych najdalszych. Staje się prawdziwie „siostrą powszechną”! Jej czuła i uśmiechnięta miłość wyraża głęboką radość, której tajemnicę nam ujawnia: „Jezu, moją radością jest kochać Ciebie” (Poezja 45/7). W owym kontekście cierpienia, żyjąc największą miłością w najdrobniejszych sprawach codziennego życia, Święta doprowadza do wypełnienia swe powołanie bycia Miłością w sercu Kościoła (por. Rkps B, 3v).

    Teresa zmarła wieczorem 30 września 1897, wypowiadając proste słowa: „Boże mój, kocham Cię!”, spoglądając na krucyfiks, który trzymała w swych dłoniach. Te ostatnie słowa Świętej są kluczem całej jej nauki, jej odczytywania Ewangelii. Akt miłości, wyrażony w tym ostatnim tchnieniu, był jakby nieustannym oddechem jej duszy, jak uderzenie serca. Proste słowa „Jezu, kocham Cię” znajdują się w centrum wszystkich jej pism. Akt miłości do Jezusa zanurza ją w Trójcę Przenajświętszą. Pisze ona: „Ach, wiesz to, Boski Jezus, że Cię kocham, Duch Miłości rozpala mnie swoim płomieniem, a kochając Ciebie, przyciągam Ojca” (Poezje 17/2).

    Drodzy przyjaciele, również my wraz ze świętą Teresą od Dzieciątka Jezus powinniśmy móc powtarzać codziennie Panu, że chcemy żyć w miłości do Niego i do innych, uczyć się w szkole świętych oraz kochać prawdziwie i całkowicie. Teresa jest jedną z tych „maluczkich” z Ewangelii, którzy pozwalają, aby Bóg prowadził ich w głębię swej tajemnicy. Jest przewodniczką dla wszystkich, przede wszystkim zaś dla tych, którzy w ludzie Bożym pełnią posługę teologów. Z pokorą i miłością, wiarą i nadzieją Teresa wkracza ciągle w serce Pisma Świętego, które otwiera na nowo Tajemnicę Chrystusa. I taka lektura Biblii, karmiona nauką miłości, nie przeciwstawia się nauce akademickiej. Nauka świętych bowiem, o której ona sama opowiada na ostatniej stronie „Dziejów duszy”, jest nauką najwyższą. „Rozumieli to wszyscy święci, a najlepiej może ci, którzy na cały świat roznieśli światło nauki ewangelicznej. Czyż św. Paweł, Augustyn, Jan od Krzyża, Tomasz z Akwinu, Franciszek, Dominik i tylu innych wybitnych Przyjaciół Boga, nie w modlitwie czerpali ową mądrość Bożą, wprawiającą w zdumienie największych geniuszy?” (Rkps C, 36 r). Eucharystia, nierozdzielna od Ewangelii, jest dla Teresy Sakramentem Miłości Boga, który uniża się aż do końca, aby wznieść nas aż do Siebie. W swym ostatnim Liście – na temat obrazu, który przedstawia Dzieciątko Jezus w konsekrowanej hostii, Święta pisze następujące proste słowa: „Nie mogę lękać się Boga, który dla mnie stał się tak mały (…) Kocham Go!… ponieważ On jest tylko miłością i miłosierdziem!” (List 266).

   W Ewangelii Teresa odkrywa przede wszystkim Miłosierdzie Jezusa, tak iż stwierdza: „Mnie obdarzył On swoim nieskończonym Miłosierdziem, w świetle którego rozważam i adoruję wszystkie pozostałe doskonałości Boże. Wszystkie one ukazują mi się opromienione miłością, nawet sama Sprawiedliwość (ona może nawet bardziej niż inne) wydaje mi się przyodziana miłością...” (Rkps A, 84r). Tak oto wypowiada się również w ostatnich wierszach „Dziejów duszy”: „Zaledwie skieruję wzrok na świętą Ewangelię, a natychmiast czuję wonności życia Jezusa i wiem, z której strony płyną… Nie jest to pierwsze miejsce, ale ostatnie, na które się rzucam… Czuję to, nawet gdybym miała na sumieniu wszystkie grzechy, jakie można popełnić, poszłabym z sercem złamanym przez pokutę, aby rzucić się w ramiona Jezusa, wiem bowiem, jak bardzo kochasz syna marnotrawnego, który wraca do Ciebie” (Rkps C 36v-37r). „Ufność i Miłość” są zatem ostatnim punktem opowieści o jej życiu, dwoma słowami, które niczym latarnie morskie rozświetliły całą jej drogę świętości, aby mogła prowadzić innych tą samą swoją „małą drogą zaufania i miłości”, od dziecięctwa duchowego (por. Rkps C, 2v-3r; List 226). Chodzi o ufność, taką jak u dziecka, gdy oddaje się w ręce Boga, nieodłączną od mocnego, radykalnego zaangażowania się prawdziwej miłości, będącej całkowitym darem z samego siebie, jak mówi Święta, kontemplując Maryję: „Kochać to dawać wszystko wraz z sobą bez miary!” (Dlaczego kocham Cię, Maryjo!; Poezje 54/22). Tak oto Teresa wskazuje nam wszystkim, że życie chrześcijańskie polega na pełnym przeżywaniu łaski Chrztu w całkowitym dawaniu siebie Miłości Ojca, aby przeżywać jak Chrystus, w ogniu Ducha Świętego, tę samą Jego miłość ku innym.

Papież Benedykt XVI

 

 

… żeby być misjonarzem, nie trzeba wyjeżdżać w daleki świat. Modlić się, składać ofiary materialne i duchowe – można wszędzie.

Kiedy św. Tereska od Dzieciątka Jezu była chora, potrzebowała prawie 15 minut, aby przejść kilkadziesiąt metrów ze swej celki zakonnej do kaplicy.

Towarzyszące jej współsiostry, widząc jej cierpienia radziły, żeby została w łóżku. „Macie rację, siostry – odpowiadała mała święta – ale ja to czynię w intencji misji.

Może jakiś misjonarz już nie ma sił, aby dalej iść, więc ja za niego ofiaruję moje cierpienie”.

I właśnie tę młodziutką Teresę, która nigdy nie opuściła karmelitańskiego klasztoru, Kościół ogłosił patronką misji.

Widocznie to, co ta mała święta z Lisieux robiła, też jest działalnością misyjną.

Misje są dla wszystkich: dla duchownych i świeckich, dla młodych i starych, dla zdrowych i chorych, dla prostych i uczonych, dla biednych i bogatych... 

o. Wacław Brzozowski CSSp

 

 

Teresa i jej „mała droga"

Teresa Martin, późniejsza św. Teresa od Dzieciątka Jezus, urodziła się w Alençon w 1873 r. Gdy miała cztery lata, straciła matkę. Wdowiec wraz z pięcioma córkami, z których Teresa była najmłodsza, zakupił dom na przedmieściach Lisieux. Na ponad 10 lat ta posiadłość, tzw. Buissonnets, stała się domem Teresy. Mieszkała tutaj od 16 listopada 1877 r. do 9 kwietnia 1888 r.

Wizyta w tym swoistym muzeum pozwala śledzić dojrzewanie Teresy do powołania. W Karmelu osiągnęła szczyty świętości. Jej „mała droga duchowego dziecięctwa” stała się wzorem dla ludzi na całym świecie. Umierała wyniszczona fizycznie gruźlicą, lecz zakorzeniona w Bogu i szczęśliwa, że wkrótce będzie mogła już z nieba pomagać duszom „małym” jak ona, zsyłając „deszcz łask”.

W Buissonnets dzielny wdowiec podjął się samotnego wychowania córek, wspierany przez dalszą rodzinę, a przede wszystkim karmiony swoją niezłomną wiarą. Posiadłość w Buissonnets pamięta więc cierpienie Ludwika i tęsknotę dziewczynek za matką. Dziś Ludwik Martin – ojciec św. Teresy od Dzieciątka Jezus – jest już wyniesiony na ołtarze wraz ze swą żoną Zelią.

Karmel z grobem św. Tereski i bazylika – to oczywiście obowiązkowe punkty do obejrzenia podczas pobytu w Lisieux, jednak wizyta w Buissonnets musi wywrzeć na zwiedzającym duże wrażenie, jeśli zna on pewne fakty z życia świętej. Cała wizyta w domu (bezpłatna – na końcu można tylko złożyć ofiarę, a także zaopatrzyć się w pamiątki) jest perfekcyjnie przygotowana. U progu witająca zwiedzającego osoba pyta o język i puszcza odpowiednią taśmę, również po polsku.

Pierwszy „przystanek”, parter – to pomieszczenie z kominkiem. Siada się naprzeciw niego i słucha wspomnień Teresy, zapisanych w „Dziejach duszy” o „łasce Bożego Narodzenia” – tej ważnej chwili po Pasterce 1886 r., gdy otrzymała dar duchowej mocy. Przy kominku pozostawiano prezenty i Teresa usłyszała, jak ojciec mówił do jej siostry, że to już ostatni raz, bo Tereska jest już na nie za duża. Przy swojej wrażliwości normalnie zareagowałaby atakiem histerii, tymczasem przełknęła łzy i jak gdyby nigdy nic rozpakowała swoje podarki. Napisze później, że było to „całkowite nawrócenie” i że Jezus dokonał w jednej chwili tego, czego ona nie mogła uczynić przez 10 lat.

Z rozkapryszonego dziecka, osieroconego przez matkę, Teresa stała się dojrzałą chrześcijanką, która umie poskramiać miłość własną i pragnienia serca, by myśleć o innych i sprawiać im radość.

Na tyłach kominka znajduje się salon z eleganckimi meblami, w którym Tereska, przy okrągłym stoliku, spożyła ze swą rodziną ostatni posiłek przed wstąpieniem do klasztoru.

Na piętrze można zwiedzić pokoje dziewczynek. W pokoju Tereski zabawki, biżuteria, książki, pierwszokomunijna sukienka, bibeloty. Czas dzieciństwa zatrzymany dla oczu i refleksji zwiedzających. I znów – ten, kto czytał „Dzieje duszy”, będzie miał wiele wspomnień i skojarzeń. Zobaczy opisywane przez Teresę przedmioty – np. statek ofiarowany jej przez jej siostrę Celinę z napisem: „Śpię, ale moje serce czuwa”. Teresa czekała wtedy z niecierpliwością na pozwolenie wstąpienia do Karmelu i Celina chciała jej w ten sposób powiedzieć, że nawet gdy wydaje się jej, że Jezus śpi, Jego serce czuwa nad nią z miłością.

W sypialni Teresy zobaczymy łóżko, w którym leżała złożona tajemniczą chorobą, i figurę Maryi, której uśmiech ją uzdrowił – za co dziękowała później w bazylice Matki Bożej Zwycięskiej w Paryżu.

Spacer po ogrodzie przypomina zabawy Teresy i jej sióstr, a biała rzeźba w centrum – wzruszającą chwilę, gdy najmłodsza córka Ludwika Martin, jego „Królewna”, wyznaje swemu kochanemu tatusiowi, że i ona, jak jej starsze siostry, pragnie oddać swoje życie Bogu. Była jeszcze dziewczynką... Jak potoczyłyby się jej losy, gdyby ojciec odpowiedział „nie”? Był jednak zbyt zanurzony w Bogu, by to zrobić. Życie Teresy miało się toczyć aż do śmierci wśród karmelitanek. To tam w sposób doskonały zrealizowała plan Boga wobec niej, a my również dzisiaj możemy naśladować ją – niezależnie od wieku, stanu, narodowości. „Mała droga duchowego dziecięctwa” jest otwarta dla wszystkich. Każdy może okazywać Panu Bogu i bliźnim swoją miłość, składając, jak kwiaty, małe ofiary z codziennych obowiązków, mniejszych i większych cierpień oraz swej tęsknoty za niebem i wiecznością.

Dobromiła Salik

 

MIŁOSIERDZIE W MYŚLI ŚW. TERESY OD DZIECIĄTKA JEZUS

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus w jednym ze swoich listów skierowanych do o. Roullanda napisała: „Wiem, że trzeba być czystym, by stanąć przed Bogiem wszelkiej Świętości, ale wiem również, że Pan jest nieskończenie sprawiedliwy, a ta właśnie sprawiedliwość, która przeraża wiele dusz, jest dla mnie źródłem radości i zaufania. Być sprawiedliwym nie oznacza jedynie wymierzać surową karę winowajcom, ale także uznać prawe intencje i wynagradzać cnotę. Spodziewam się tyleż od sprawiedliwości Bożej co od Jego miłosierdzia”.

 

Miłosierdzie Boże naszą, nadzieją

Mała droga św. Tereski przepełniona jest sprawiedliwością i miłosierdziem. Według niej, w naszym życiu powinniśmy być zawsze przeniknięci darem miłości Boga, aby móc żyć z Nim i w Nim na zawsze. Z tego względu Boże miłosierdzie zawsze połączone jest ze sprawiedliwością. Właśnie dlatego, że Bóg jest sprawiedliwy staje się również miłosierny. Doskonale ujmuje to zdanie św. Tereski ze wspomnianego już wyżej listu do o. Roullanda: Moja droga jest wyłącznie drogą ufności i miłości, nie rozumiem dusz, które lękają się tak tkliwego Przyjaciela.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus w swoich dziełach jasno pokazuje, że Bóg stawia człowieka wobec odpowiedzialności za swój wybór, bo szanuje jego wolność w każdym wypowiadanym „nie” lub „tak”, ale jednocześnie czyta w prawdzie najgłębsze intencje serca swoich dzieci i uwidacznia spełnione dobro. W rękopisie A pisze ona tak: Bóg obdarzył mnie swoim nieskończonym Miłosierdziem, w świetle którego rozważam i adoruję wszystkie pozostałe doskonałości Boże. Wszystkie one ukazują mi opromienione miłością, nawet sama Sprawiedliwość wydaje mi się przyodziana miłością (Ms A, 83 v.).

Widać tutaj, że św. Teresa na swojej drodze życia idzie ścieżką zaufania i miłości. Wychodzi bowiem z założenia, że ten, kto się lęka sprawiedliwości Bożej, patrzy na siebie negatywnie, zaś ten, kto potrafi zaufać w Boże Miłosierdzie, potrafi odnaleźć w sobie również pozytywne strony.

Jednak – jak pisze Constant Tonnelier w książce pt. „Rekolekcje ze św. Teresą z Lisieux” – aby uwierzyć w miłosierdzie, trzeba wiedzieć, że jest się miłowanym przez Boga aż do szaleństwa i odpowiadać na Jego miłość aż do naszej całkowitej miary miłości. A Miłosierna Miłość Boga chce objąć wszystkich ludzi, bo jak mówi Pismo Święte: W domu Ojca mego jest mieszkań wiele (J 14,2). By było to możliwe, musimy zaakceptować świadomość, że jesteśmy ludźmi słabymi. Pan może bowiem uwidocznić swoje miłosierdzie w życiu każdego; nawet najmniejszego: Ponieważ byłam mała i słaba, schylił się do mnie i pouczał tajemnie o sprawach swej Miłości (Ms A, 49 r.).

Jeśli zatem będziemy potrafili i odczytać w naszym życiu czuły dotyk Miłosierdzia Bożego, to będziemy mogli zacząć pisać historię naszej duszy czyli w myśl słów św. Teresy od Dzieciątka Jezus: zacząć śpiewać to, co będę powtarzać przez całą wieczność Zmiłowanie Pańskie! (Ms A, 2 r. ).

Dorota Mazur

 

MIŁOŚĆ W SERCU KOŚCIOŁA

Wspomnienie: 1 października

Żyła w latach: 1873-1897

Patronka Francji, misji, karmelitanek

 

Żyła zaledwie 24 lata, ale odkryciem „małej drogi” – drogi „duchowego dziecięctwa” – wywarła ogromny wpływ na Kościół katolicki. Jej niezwykłą książką – „Dziejami duszy” – zachwycał się św. Pius X. Szesnaście lat przed wyniesieniem jej na ołtarze, nazwał ją „największą współczesną świętą”. Pius XI mówił o niej, że jest „słowem Boga dla świata”. W 1923 r. ogłosił Teresę z Lisieux błogosławioną, a dwa lata później – świętą. Kardynał Pacelli – późniejszy papież Pius XII - nazwał ją „najznamienitszą cudotwórczynią współczesnych czasów”. W 1997 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił ją Doktorem Kościoła.

***

Teresa Martin urodziła się 2 stycznia 1873 r. w Alençon we francuskiej Normandii. Jej głęboko wierzący rodzice Ludwik i Zelia Martin (obecnie beatyfikowani) byli dość dobrze sytuowani. Zajmowali się koronkarstwem. Mieli dziewięcioro dzieci – przeżyło pięć córek i wszystkie zostały zakonnicami. Tereska była najmłodszą z nich.

***

Miała zaledwie pięć lat, kiedy na raka piersi zmarła jej matka. Jej śmierć (a także wcześniejsze przymusowe oddzielenie od matki) wywarła wielki wpływ na psychikę Tereski – dziewczynka stała się płaczliwa i przewrażliwiona. Ludwik Martin sprzedał wtedy zakład i wraz z córkami przeniósł się do Lisieux, gdzie w wieku ośmiu lat Tereska rozpoczęła naukę na pensji sióstr benedyktynek.

Dwa lata później – 25 marca 1883 r. – Tereska zachorowała na bliżej nieokreśloną chorobę nerwową – bolała ją głowa, traciła przytomność, miała dreszcze, niekontrolowane ruchy ciała, halucynacje. Lekarz był bezradny. Jej bliskim pozostała jedynie modlitwa. Modliła się też sama chora. 13 maja poczuła, że została wysłuchana. Tego dnia spostrzegła, że Matka Boża Zwycięska ze stojącej na stoliku figury uśmiecha się do niej. „Jej twarz tchnęła dobrocią i niewypowiedzianą czułością, ale tym, co przeniknęło mnie do głębi duszy, był czarujący uśmiech Najświętszej Panny”. „Zniknęły wtedy wszystkie moje cierpienia, po moich policzkach spłynęły cichutko dwie wielkie łzy. Były to łzy niczym niezmąconej radości” – opisuje w „Dziejach duszy”.

W maju 1884 r. po raz pierwszy otrzymała Komunię św., uzyskując od swojego spowiednika pozwolenie na przyjmowanie jej „we wszystkie ważne święta”. Doświadczyła wówczas wewnętrznego zjednoczenia z Jezusem. Nareszcie znalazłam moje powołanie: moim powołaniem jest miłość! Tak, znalazłam moje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, sam mi ofiaro­wałeś... W Sercu Kościoia, mojej Matki, będę Miłości... w ten sposób bidę wszystkim.  św. Teresa z Lisieux (Rękopis b, 3J

***

W wieku czternastu lat wciąż była bardzo wrażliwa, zamknięta w sobie, dziecinna i niezmiernie płaczliwa. Doświadczyła wtedy kolejnego cudu – cudownej przemiany swojego usposobienia. Stało się to w noc Bożego Narodzenia 1886 r. „W święto Bożego Narodzenia dobry Bóg dokonał małego cudu. Pozwolił mi w jednej chwili dorosnąć. W tę noc, w której to On z miłości do mnie stał się słaby i podatny na cierpienie, sprawił, że stałam się silna i odważna. Zaczęłam niemal biec jak jakiś olbrzym (por. Ps 18,6). Źródło moich łez wyschło i odtąd ledwie biło” – pisze w „Dziejach duszy”. „Odczułam wielkie pragnienie życia dla nawrócenia grzeszników. (...) Czułam jak miłość wypełnia mi serce, czułam potrzebę, aby zapomnieć o sobie, aby sprawić radość innym. Odtąd byłam szczęśliwa”. W jedną noc Tereska uwolniła się od chwiejności emocjonalnej; skrupułów i nadmiernej wrażliwości, zaakceptowała samą siebie. „Teresa już nie była ta sama; Jezus przemienił jej serce!” – pisała.

Od tej chwili jej rozwój duchowy nabrał tempa. Codziennie uczestniczyła we Mszy św., zaczęła studiować dzieło „O naśladowaniu Chrystusa”, żarliwie modliła się o nawrócenie grzeszników. Wkrótce odkryła w sobie powołanie do życia zakonnego – chciała wstąpić do Karmelu i zostać świętą. Przezwyciężając liczne przeciwności (m.in. to, że nie chciano jej przyjąć z racji młodego wieku), w kwietniu 1888 r. znalazła się za klasztorną klauzurą.

***

W klasztorze mała Tereska spotkała się z surowością i upokorzeniami, cierpiała fizycznie (m.in. z powodu zimna) i duchowo. Na domiar złego jej ukochany ojciec musiał zostać zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych. Rozwój duchowy młodziutkiej karmelitanki wszedł wówczas w fazę oschłości, wątpliwości, smutku. Mimo to 10 stycznia 1889 r. Teresa przywdziała karmelitański habit. W uroczystości obłóczyn mógł uczestniczyć – przeżywający chwilowe ustąpienie objawów chorobowych – ojciec, a dziedziniec klasztorny pokrył się „umiłowanym” przez nią śniegiem. Uznała te dwa wydarzenia za łaski – znaki od Boga. Półtora roku później złożyła śluby wieczyste. Przyjęła imię Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza.

***

W klasztorze – modląc się i pracując – spędziła ostatnie dziewięć lat życia. Szczególnie żarliwie modliła się za kapłanów (zwłaszcza za dwóch powierzonych jej modlitewnemu wsparciu misjonarzy), pomagała opiekunce nowicjatu, pisała wiersze i scenki teatralne. Na polecenie przełożonej napisała słynne „Dzieje duszy”. Zaufanie i zawierzenie miłosiernemu Bogu, pokora i ubóstwo ducha stały się podstawą praktykowanej przez nią „małej drogi” do Boga. Dążąc do świętości, postawiła na pierwszym miejscu miłość.

***

9 czerwca 1895 r., w uroczystość Najświętszej Trójcy, złożyła samą siebie w całopalnej ofierze miłosiernej Miłości Bożej. Rok później doświadczyła kolejnej ciężkiej „próby wiary” – straciła pewność Bożej obecności, a nawet życia wiecznego. Tego samego roku zapadła na zdrowiu – zachorowała na gruźlicę, zaczęła pluć krwią, jej stan pogarszał się z dnia na dzień. Chorobę przyjęła jako „tajemnicze nawiedziny Boskiego Oblubieńca”. Z pogodą ducha przygotowywała się na śmierć. „Ja nie umieram, ja wstępuję w życie” – pisała w jednym z listów. Zmarła w uniesieniu 30 września 1897 r., ze słowami „Mój Boże kocham Cię” na ustach i z przedziwnym, nieziemskim uśmiechem na twarzy.

***

W rok po jej śmierci, po raz pierwszy, wydane zostały „Dzieje duszy”. Książka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem, a do Karmelu w Lisieux zaczęły napływać setki listów o łaskach i nawróceniach uzyskanych za wstawiennictwem „Małej Tereski”. Do dziś nie ustaje ów „deszcz róż” – deszcz niezwykłych łask, które obiecała zsyłać na ziemię po swojej śmierci.

Hagiographus (Źródło 39/2011)

 

DROGA DOSTĘPNA DLA WSZYSTKICH

W swojej gorliwości ewangelizacyjnej kierowała się jednym tylko ideałem, o którym sama pisze: Prośmy Boga, byśmy mogli pracować dla Jego chwały, kochać Go i sprawiać by inni Go kochali (List 220/. Droga, jaką szła, aby osiągnąć ten ideał życia, nie była drogą wielkich dokonań, które są udziałem nielicznych, ale przeciwnie – drogą dostępną dla wszystkich, małą drogą ufności i całkowitego zawierzenia siebie łasce Bożej. Nie jest to droga, którą można zlekceważyć, jak gdyby była mniej wymagająca. Jest doświadczeniem wymagającym, bo taka jest zawsze Ewangelia. Ale na tej drodze człowiek zostaje przeniknięty poczuciem ufnego zawierzenia miłosierdziu Bożemu, które sprawia, że nawet najbardziej intensywny wysiłek duchowy staje się łatwy. Właśnie ze względu na tę drogę, na której Teresa przyjmuje wszystko jako łaskę, oraz na fakt, że w każdej dziedzinie swego życia przyznaje centralne miejsce swojej więzi z Chrystusem i miłości, a w swoim rozwoju duchowym kieruje się także porywami serca, jest ona świętą zawsze młodą mimo upływu lat i jawi się jako znakomity wzorzec i drogowskaz dla chrześcijan naszej epoki, bliskiej już trzeciego tysiąclecia.

(...) Racjonalistycznej kulturze opanowanej często przez praktyczny materializm przeciwstawia z rozbrajającą prostotą swoją małą drogę, która powraca do tego, co najistotniejsze, i prowadzi do odkrycia sekretu wszelkiego istnienia: Miłości Bożej, która ogarnia i przenika całe ludzkie doświadczenie. W epoce takiej jak nasza, naznaczonej często przez kulturę powierzchowną i hedonistyczną, nowy Doktor Kościoła zdaje się posiadać szczególną zdolność oświecania umysłów i serc w tych, którzy spragnieni są prawdy i miłości.

św. Jan Paweł II (homilia z 19 października 1997 r.)

      

 

UFNOŚĆ W BOŻE MIŁOSIERDZIE

… Święta Teresa od Dzieciątka Jezus nie mogła zrozumieć dusz, które lękają się takiego czułego Przyjaciela, jakim jest dobry Bóg. Tak pocieszała pewną siostrę, która bała się czyśćca:

Za bardzo obawiasz się dobrego Pana. Zapewniam Cię, że to Go rani. Nie lękaj się czyśćca ze względu na ból, który się tam odczuwa, ale pragnij, żeby tam nie pójść, aby sprawić dobremu Bogu przyjemność, który nakłada tę ekspiację z taką niechęcią. Od chwili, gdy zabiegasz o to, żeby sprawiać Mu radość we wszystkim, jeśli masz niezachwianą pewność, że On oczyszcza cię w każdej chwili swoją Miłością i nie zostawia jakiegokolwiek śladu grzechu w tobie, bądź całkowicie pewna, że nie pójdziesz do czyśćca.

Oto zdrowa ufność w nieskończone Boże miłosierdzie. Jest skoncentrowana na Bożej miłości, na „czułym Przyjacielu", który „pierwszy nas umiłował", będąc Bogiem, Miłością Nieskończoną. Jednak warunkiem tej całkowitej - i bez lęku - ufności w Boże miłosierdzie jest „zabieganie, żeby sprawiać Mu radość we wszystkim". Nie jest to kwestia małej wagi; oznacza fundamentalną zmianę motywów swojego życia, szukania Bożej woli i zgodnego z nią postępowania na obecnym etapie życia, czy to duchownego, małżeńskiego, czy stanu wolnego. Owo „zadowalanie Go we wszystkim" jest wąską drogą która prowadzi do życia (Mt 7,14), a nasz Pan pragnie, aby każdy nią kroczył. Ale, paradoksalnie, ta droga jest również „łatwa”; atrakcyjna, ponieważ jest ożywiana przez całkowitą ufność w dobroć Boga.

Zbyt śmiała modlitwa?

Teresa z Lisieux składała wiele ofiar za biedne dusze. Ufając bezgranicznie Bożemu miłosierdziu, modliła się, aby mogły one pójść do raju bez przechodzenia przez czyściec. Zbyt śmiała modlitwa? Jednak mała Teresa, młoda, dwudziestokilkuletnia kobieta, niczego sama nie wymyśliła. Sam nasz Pan wzywał do takiego, bez zastrzeżeń, zaufania w Jego dobroć, kiedy powierzał św. Faustynie prawdy takie jak:

Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu.

Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej [w Święto Miłosierdzia Bożego], dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar.

Miłosierdzie Moje jest tak wielkie, że przez całą wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski.

Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia Mego.

Nawet dla spóźnialskich

Tak oto nie tylko ludzie, którzy regularnie pracują nad swoim uświęceniem, mogą mieć nadzieję uniknięcia czyśćca, ale również ci, którzy nawracają się późno w życiu, nawet na progu śmierci.

Idea łączenia swoich cierpień z Krzyżem Chrystusa wywodzi się od wczesnych Ojców Kościoła. Jest to ogólnie polecane ludziom, którzy cierpią z powodu jakiegokolwiek schorzenia, szczególnie podczas ostatniej choroby i procesu umierania. Jest to najbardziej szlachetny sposób ,;cierpienia z miłością" i im więcej miłości, tym bardziej dusza jest oczyszczana. W tym kontekście jest znamienne, że Ojciec Pio zawsze modlił się podczas sprawowania Mszy Świętej, aby jego duchowym dzieciom podarowano czyściec tu na ziemi.

Im większe oddanie Chrystusowi i Jego woli, tym więcej miłości, tym więcej oczyszczenia. To dotyczy jednakowo modlitw odpustowych i przyjmowania sakramentów - namaszczenia, spowiedzi, Komunii świętej - w obliczu śmierci. Nade wszystko żarliwa Komunia, mówi Teresa z Lisieux, rozpala ogień Bożej miłości bardziej uświęcający od ognia czyśćca.

Dr Gerard van den Aardweg (Miesięcznik EGZORCYSTA)

Święta

Środa, XXVIII Tydzień zwykły Rok A, I Święto św. Łuk

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Galeria

Wyszukiwanie