Bóg redaguje dziennik
naszego życia;
Boska dłoń spisuje naszą historię:
zatroszczmy się o to, aby była ona piękna.
Bossuet

 

Życie nasze
to podróż po wzburzonych wodach oceanu,
pośród ciemności nocy;
wiara to latarnia morska,
co nam drogę do portu wiecznej szczęśliwości ukazuje;
wierność w obowiązkach to czółno,
które nas od morskich broni bałwanów,
tj. od wpływów świata;
nadzieja, ufność w Bogu to kotwica,
co nas od zatonięcia ratuje;
miłość to wiatr, co żagle nadyma i do nieba wiedzie.
bł. Honorat Koźmiński

Zmagania duchowe

A MOŻE BÓG CHCE, BYM ZOSTAŁA… ZAKONNICĄ?

Bardzo przymuszało mnie coś, żebym już żyła życiem zakonnym.
Zatem starałam się i było raczej dobrze. Były tylko takie dwa dni, które uświadomiły mi, jak natychmiast wpadamy w trwogę, gdy Bóg zabierze nam swą namacalną obecność. To było dla mnie nowe duchowe przeżycie i bardzo mocne. Doświadczenie jakiejś pustki.
Czułam wokół siebie ciemność, której się przestraszyłam. Nie wiedziałam, co się dzieje, jakbym gdzieś stała na skraju przepaści. Modliłam się, krzycząc w duchu do Boga o ratunek. Nie widziałam żadnego wyjścia. Gdy się modliłam, miałam pewność, że czegoś się trzymam i nie zapadam w tę ciemną otchłań.
A gdy przestawałam, ogarniało mnie przerażenie. Modliłam się długo w nocy, bo po prostu bałam się zasnąć. Za dwa dni ciemności się rozproszyły i Bóg pozwolił mi znowu odczuwać Swoją bliskość. Chyba dłużej nie potrafiłabym znieść takiego doświadczenia.

Byłam na piątym roku studiów, cztery miesiące przed obroną pracy magisterskiej, gdy zmarł dziadek. Zostałam sama w jego mieszkaniu. Miałam teraz czas dla siebie i to dużo. Pomyślałam, że teraz będę się modlić tyle, ile będę chciała. Rzeczywiście tak robiłam, ale i rozleniwiłam się trochę. Wstawałam o dziesiątej, sąsiadka gotowała mi obiady jak swojemu dziecku i troszczyła się o mnie. Jeszcze parę innych osób zaglądało do mnie, czy mi aby czegoś nie potrzeba. Słowem, miałam dobrze. Przekonałam się jednak, że lenistwo i wygoda wpływają negatywnie na ducha.

Ojciec z Jasnej Góry poradził mi, bym rozpoczynała dzień o piątej albo szóstej rano od rozmyślania i codziennie chodziła na Mszę świętą. Myślałam na początku, że nie dam rady podnieść się z łóżka o tak wczesnej porze, ale posłuchałam i moje dni zrobiły się uporządkowane. Z Bogiem dzień przeżywało się zupełnie inaczej.

W czerwcu obroniłam pracę magisterską, a wiec studia skończyłam i mogłam bez żadnych trudności wstąpić do zakonu. Tylko, że ja zupełnie nie wiedziałam, – do jakiego? Żaden nie przychodził mi do głowy. Pytałam znajomego zakonnika, a od pół roku to pytanie stawiałam Panu Bogu i nic.

Pewien kapłan poradził mi pójść do jakiegokolwiek zakonu w mieście i porozmawiać z jakąś przełożoną na ten temat. Uznałam to za dobry pomysł. Szybko wzięłam książkę telefoniczną i szukałam zakonu według ulic, by było niedaleko. Zadzwoniłam czy mogłabym przyjść porozmawiać. Rozmowa potoczyła się sama. Czułam, że osoba, z którą rozmawiam, rozumie mnie tak jakbym chciała być rozumiana. Zdziwiło mnie jedynie, że ta siostra była w białej bluzce a nie w czarnym habicie.
Nie bardzo wiedziałam czemu, ale nie zapytałam o to. Po powrocie do domu czułam, że ciągnie mnie tam jak magnes. Już następnego dnia poprosiłam o jeszcze jedno spotkanie. A za trzecim razem w czasie rozmowy przemknęła mi przez głowę myśl, że moje miejsce jest właśnie tutaj. Dowiedziałam się, że jest to zakon bezhabitowy, któremu patronuje znana mi św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Z radością i pokojem serca wstąpiłam do tego Zgromadzenia w dzień swoich urodzin.

Ale największe było moje zdziwienie wtedy, gdy dowiedziałam się, że wstąpiłam do tej samej wspólnoty, do której przed kilku laty przyniosłam podanie o przyjęcie i które na drugi dzień zabrałam. Tylko wtedy złożyłam je w drugim domu tego Zgromadzenia, przy innej ulicy.

Dziś, będąc jakże szczęśliwą siostrą zakonną, wiem, że dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. Uśmiecham się z tego swojego uciekania przed powołaniem, przekonawszy się, co znaczy: Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem. Pan nas prowadzi po właściwych ścieżkach przez wzgląd na Swoją chwałę.
On zna drogę, więc dobrze jest pójść za Nim.

 «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  [28] 

Powrót

 

 

Z pamiętnika duchowego Doroty

 

Panie, chcę spojrzeć na swoje życie i otaczający świat Twoimi oczyma.

Jeśli to co fizycznie oglądam, nie jest prawdziwą rzeczywistością, pozwól mi dostrzec prawdę. Przede wszystkim prawdę o moim życiu.

Nie mogę Cię poznać Panie w tej chwili, w której żyję.

Teraz mogę w Ciebie jedynie wierzyć, a moja wiara jest wprowadzeniem w przyszłe poznanie Ciebie w wieczności.

Swoje życie, Panie, postrzegałam jako trudne. Dzieciństwo czasami pełne łez, trudne relacje z rodzicami, brak okazywania przez nich miłości.

Potem trudne małżeństwo i jeszcze trudniejsze rodzicielstwo. Mówiłam, że wszystko osiągnęłam własną pracą, własnym uporem. Marzyłam o pełnej, szczęśliwej rodzinie. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: małżeństwo nie istnieje (czy kiedykolwiek istniało?), chłopcy są niepełnosprawni, ich wiara stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Mam problemy w pracy, problemy ze zdrowiem, z duchowością, z emocjami. Patrząc na to ludzkim okiem: porażka i dramat. Sytuacja bez wyjścia. Doszłam do punktu, kiedy już dalej nie daję rady. Ludzkie możliwości zostały wyczerpane. Nie tylko trudno jest mi wykonać najprostsze zadanie, trudno jest nawet podjąć najprostszą decyzję. Moje serce zniewala lęk: o jutro, o dzieci, o pracę.

Czy to jest moja „Mamona”? Według Twojej nauki – tak. „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (Mt 6,24)

Pouczona przez Ciebie Panie, chcę spojrzeć na to co było i jest, oczyma wiary, Twoimi oczyma:

Dopuściłeś Panie moje ogołocenia: zburzyłeś marzenia o szczęśliwej rodzinie i mój misterny plan, który sama sobie ułożyłam – mój plan na życie. Dopuściłeś chorobę synów – według mojego planu mieli być zdrowi i szczęśliwi. Dopuszczasz problemy w pracy, chociaż staram się pracować sumiennie. Zawsze szybko podejmowałam decyzje, a teraz mam problemy z zakupami w sklepie spożywczym… Marzyłam o bogatym życiu duchowym, a plącze mi się język przy najprostszej modlitwie. Oczekiwałam znaków od Ciebie, a mam jedynie ciemność przed oczami. Mam wrażenie Panie, że stoję przed olbrzymim murem, który nie chce się poruszyć… Za nim jest wolność, jest lepsze życie, ale muszę go pokonać.

Wyprowadziłeś mnie Panie na pustynię. Uczysz, że pustynia jest łaską. Od niej może rozpocząć się moje nawrócenie. A przecież myślałam Boże, że jestem osobą wierzącą. Ten fakt również chcesz zweryfikować.

Tak wiele pytań chciałabym Ci zadać Panie, tyle odpowiedzi chciałabym poznać. A Ty mówisz, żeby wybrać Ciebie. Uwierzyć bez pytania o szczegóły i konsekwencje tego wyboru.

Ogołocić się z przywiązań. Nie opierać się na niczym, poza Tobą. Nawet na żadnym z Twoich darów. Jedynie na Twojej mocy i miłości.

Uznać własną bezradność i oczekiwać wszystkiego od Ciebie.

Stale się nawracać.

Przejść przez wiele doświadczeń, prób i burz, trzymając Ciebie za rękę.

Uczysz, że wiara nie usuwa ciemności, wręcz przeciwnie: ona je zakłada. W tym kryje się jej sens.

Panie, tylko Ty wiesz dlaczego wybrałeś dla mnie trudne łaski. Ty wiesz, że także moja wiara sprawia mi problemy. Nie potrafię jej ocenić, opisać, zdefiniować. Czy moja niska ocena tej kwestii nie wynika z pychy? Że zawsze wszystko chciałam robić najlepiej, więc wierzyć też powinnam stuprocentowo i bez wątpliwości? Co zrobić w takiej sytuacji, gdy przed oczami ciemność, a w sercu letniość?

„Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16)

Modlitwa

Panie spójrz na moje puste ręce, brudne i skalane przywiązaniem do mamony. Zmiłuj się nade mną. Daj mi wolność serca. Zanurz mnie w Twojej miłości i niezgłębionym miłosierdziu.

Jeśli pokrzyżowałeś moje plany, aby moja wola mogła zjednoczyć się z Twoją, to znak, że jestem na właściwej drodze, a Ty nade mną czuwasz.

Panie zawierzam Ci całe moje życie i życie moich najbliższych. Niech będzie tak jak Ty chcesz. Ty wiesz najlepiej.

Panie oddaję Ci moje lęki i niepokoje: o dzieci, o pracę, o przyszłość. Wiem, że chcesz mnie uwolnić od tego lęku. Oddaję Ci także mój czas, bo on cały do Ciebie należy.

Chcę być uboga duchem, nie przywiązana do niczego. „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 1). Panie pozwól mi zawsze pamiętać, że gdy czynisz mnie słabszą fizycznie, psychicznie i duchowo, wtedy zbliżasz się do mnie. Chcesz, żeby Cię potrzebowała, żebym Ci bardziej ufała, żebym wszystkiego oczekiwała od Ciebie.  "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". (2 Kor 12, 9) Ty znasz panie słabość mojej wiary. Chcę być jak dziecko: zamiast planować i analizować, zaufać  Tobie. Oddać się całkowicie w Twoje ręce.

Panie, przez Twoje Zmartwychwstanie zwyciężyłeś zło. Nie ma już więc ostatecznego fiaska, nie ma życia, które byłoby zaprzepaszczone. Wszystko nabrało sensu i celu. Również moje życie. Chociaż jestem grzeszna i niedoskonała, kochasz mnie taką, jaką jestem. Naprawisz to, co zrobiłam źle, uzupełnisz moje niedoskonałości. Przez to właśnie jak jestem słaba, mam szczególne prawo do Twojej miłości. Ty jesteś Ojcem, ja jestem Twoim dzieckiem.

Panie, ogołociłeś moją wiarę z wszystkich podpór naturalnych: zrozumienia, odczucia, doświadczenia zmysłowego. Zawiódł rozum, zawiedli ludzie – także ci najbliżsi, zawiodły także uczucia, odczucie zadowolenia z modlitwy. Zostałeś tylko Ty sam.

Dlatego dokonuję teraz Panie aktu zawierzenia.  Chcę opierać się tylko na Tobie i Twoim słowie.

Chcę powtarzać jak Jabes z 1 Księgi Kronik: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończy!”

Ty jesteś Bogiem rzeczy niemożliwych i nieprawdopodobnych. Ty jesteś wszechmocny, kochający i miłosierny. Jesteś zawsze obecny przy mnie, nawet wtedy, gdy wydaje mi się, że milczysz. Czas jest Twoją obecnością. Każda chwila jest próbą wiary. Czekasz na każde moje „TAK”.

Święta

Niedziela, XXIX Tydzień zwykły Rok A, I Dwudziesta dzi

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Galeria

Wyszukiwanie