Bóg redaguje dziennik
naszego życia;
Boska dłoń spisuje naszą historię:
zatroszczmy się o to, aby była ona piękna.
Bossuet

 

Życie nasze
to podróż po wzburzonych wodach oceanu,
pośród ciemności nocy;
wiara to latarnia morska,
co nam drogę do portu wiecznej szczęśliwości ukazuje;
wierność w obowiązkach to czółno,
które nas od morskich broni bałwanów,
tj. od wpływów świata;
nadzieja, ufność w Bogu to kotwica,
co nas od zatonięcia ratuje;
miłość to wiatr, co żagle nadyma i do nieba wiedzie.
bł. Honorat Koźmiński

Zmagania duchowe

A MOŻE BÓG CHCE, BYM ZOSTAŁA… ZAKONNICĄ?

6 X 1996
Dzięki Ci Boże i wam Błogosławieni Męczennicy z Pratulina! Dziękuję za słowa kapłana. Postaram się je zapamiętać: „Pamiętaj, że nie jesteś najmądrzejsza, nie na wszystkim się znasz. Więcej pokory. Nie możesz naginać wszystkich do siebie i ta druga uwaga, że jest świadectwem wiary pozdrowić księdza, siostrę zakonną na ulicy. Nawet jest to oznaką kultury, że pozdrawiam osobę, która coś dla mnie znaczy”.

Postaram się już myśleć i postępować mądrzej, z poczuciem odpowiedzialności za to, co robię, co mówię o innych. Nie na darmo za pokutę miałam czytać o tym, że jak mogę kochać Boga, którego nie widzę, gdy nie miłuję bliźniego, którego widzę.
Muszę się poprawić ze swojego stosunku do innych ludzi. Nie wolno mi ich oceniać, zwłaszcza tak krytycznie i mam mieć więcej pokory, co do siebie. Nie wolno mi też wstydzić się wiary. Zmienię to i dodam do tego cierpliwość. Jestem chyba zbyt wybuchowa i nie umiem jakoś spokojnie wytrzymać jak mnie coś zdenerwuje.
Język mam jednak niewyparzony. Muszę też zapamiętać te słowa: Jak możesz tymi samymi ustami chwalić Boga i przeklinać? Czy to dodaje blasku moim wypowiedziom?
Tak bardzo mocno to nie klnę, ale kiedyś w ogóle nie używałam takich słów, chyba mogę i teraz.

I muszę się modlić, koniecznie. To uspokaja, oczyszcza, podnosi na duchu, dodaje wiary, umacnia. Nie wolno mi stracić kontaktu z Bogiem. On mnie przygarnął jeszcze raz i w swojej duszy słyszę słowa: Bardzo mnie boli twój upadek, ale zawsze ci przebaczę. One wyciskają mi łzy z oczu. Bądź błogosławiony miłosierny Boże.
Nie wiem, co powiedzieć. Pomilczeć i rozpłakać się i tak podziękować. Panie Jezu nie pozwól mi już nigdy odłączyć się od Ciebie. Matko, którą tak pięknie dziś w kazaniu określił ks. biskup z Łowicza – nie opuszczaj mnie. Okaż, że jesteś Matką. Proszę też za Papieża o szczęśliwą operację. Maryjo, Królowo różańca świętego, od dziś będę go odmawiać.

Jak dobrze i jak wesoło! I nauka mi wchodzi i spokój wewnętrzny i radość i mogę zawołać do Boga: Ojcze! I popatrzeć bez smutku w niebo, choć z żalem, wstydem, pokorą, ale i z radością. Bóg jest dobry. To nie On mnie zostawia, ale ja Jego.
Nie możemy godzić się na słabość – pisał Papież. Nie mogę i ja. Dziękuję Ci Jezu, że dałeś mi przeżyć kolejne nawrócenie, doczekać go. Proszę, bym zawsze była odtąd gotowa na spotkanie z Tobą. Czy to będzie niedługo? Nie wiem, czemu, ale tak mi się zdaje. Bądź wola Twoja.

Nie jest dobrze. Dziś poniedziałek, a powiedziało mi się kilka złych zdań o innych, jeśli nie więcej. Niepotrzebne słowa. Nie chce mi się za bardzo modlić.
Porozmawiam jeszcze raz z Panem, a wczoraj tak Mu się wypłakałam, przeprosiłam Go, pośpiewałam. Trochę mi lżej. Czy ja ciągle muszę się ze sobą zmagać?
Mam wziąć siebie w niewolę, wtedy będę naprawdę wolna. Musi mi się to udać.

23 X 1996
Co ja się ze sobą mam! Znów nie jest dobrze. Opuszczam modlitwę różańcową (dostałam od koleżanki różaniec pobłogosławiony przez Ojca Świętego). Niby nic złego nie robię, a jednak za dużo mówię źle o innych, za dużo marzę, za długo przeglądam się w lustrze, wyobrażam sobie coś, rysuję, za dużo jem. Nie jestem zadowolona z katechezy na którą chodzę.

Dziś pomyślałam, że nigdy w moim życiu nie było takiego czasu, o którym mogłabym powiedzieć – wtedy byłam szczęśliwa. Ja sobie to wmawiałam i tak robię do dziś.
Tak wielu rzeczy nie mam, niektórych się wstydzę, innych zazdroszczę.
Marzę o tym lub o tamtym. Z jednej strony miałam szczęście, – bo mogło być gorzej, ale właściwie, czemu było źle? Czegoś mi wciąż brak. Jestem taka dziwna, ani radosna ani smutna. Dziadek śpi, a ja rozmyślam zamiast się uczyć.

 «  1  2  3  4  [5]  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  » 

Powrót

 

 

Z pamiętnika duchowego Doroty

 

Panie, chcę spojrzeć na swoje życie i otaczający świat Twoimi oczyma.

Jeśli to co fizycznie oglądam, nie jest prawdziwą rzeczywistością, pozwól mi dostrzec prawdę. Przede wszystkim prawdę o moim życiu.

Nie mogę Cię poznać Panie w tej chwili, w której żyję.

Teraz mogę w Ciebie jedynie wierzyć, a moja wiara jest wprowadzeniem w przyszłe poznanie Ciebie w wieczności.

Swoje życie, Panie, postrzegałam jako trudne. Dzieciństwo czasami pełne łez, trudne relacje z rodzicami, brak okazywania przez nich miłości.

Potem trudne małżeństwo i jeszcze trudniejsze rodzicielstwo. Mówiłam, że wszystko osiągnęłam własną pracą, własnym uporem. Marzyłam o pełnej, szczęśliwej rodzinie. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: małżeństwo nie istnieje (czy kiedykolwiek istniało?), chłopcy są niepełnosprawni, ich wiara stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Mam problemy w pracy, problemy ze zdrowiem, z duchowością, z emocjami. Patrząc na to ludzkim okiem: porażka i dramat. Sytuacja bez wyjścia. Doszłam do punktu, kiedy już dalej nie daję rady. Ludzkie możliwości zostały wyczerpane. Nie tylko trudno jest mi wykonać najprostsze zadanie, trudno jest nawet podjąć najprostszą decyzję. Moje serce zniewala lęk: o jutro, o dzieci, o pracę.

Czy to jest moja „Mamona”? Według Twojej nauki – tak. „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (Mt 6,24)

Pouczona przez Ciebie Panie, chcę spojrzeć na to co było i jest, oczyma wiary, Twoimi oczyma:

Dopuściłeś Panie moje ogołocenia: zburzyłeś marzenia o szczęśliwej rodzinie i mój misterny plan, który sama sobie ułożyłam – mój plan na życie. Dopuściłeś chorobę synów – według mojego planu mieli być zdrowi i szczęśliwi. Dopuszczasz problemy w pracy, chociaż staram się pracować sumiennie. Zawsze szybko podejmowałam decyzje, a teraz mam problemy z zakupami w sklepie spożywczym… Marzyłam o bogatym życiu duchowym, a plącze mi się język przy najprostszej modlitwie. Oczekiwałam znaków od Ciebie, a mam jedynie ciemność przed oczami. Mam wrażenie Panie, że stoję przed olbrzymim murem, który nie chce się poruszyć… Za nim jest wolność, jest lepsze życie, ale muszę go pokonać.

Wyprowadziłeś mnie Panie na pustynię. Uczysz, że pustynia jest łaską. Od niej może rozpocząć się moje nawrócenie. A przecież myślałam Boże, że jestem osobą wierzącą. Ten fakt również chcesz zweryfikować.

Tak wiele pytań chciałabym Ci zadać Panie, tyle odpowiedzi chciałabym poznać. A Ty mówisz, żeby wybrać Ciebie. Uwierzyć bez pytania o szczegóły i konsekwencje tego wyboru.

Ogołocić się z przywiązań. Nie opierać się na niczym, poza Tobą. Nawet na żadnym z Twoich darów. Jedynie na Twojej mocy i miłości.

Uznać własną bezradność i oczekiwać wszystkiego od Ciebie.

Stale się nawracać.

Przejść przez wiele doświadczeń, prób i burz, trzymając Ciebie za rękę.

Uczysz, że wiara nie usuwa ciemności, wręcz przeciwnie: ona je zakłada. W tym kryje się jej sens.

Panie, tylko Ty wiesz dlaczego wybrałeś dla mnie trudne łaski. Ty wiesz, że także moja wiara sprawia mi problemy. Nie potrafię jej ocenić, opisać, zdefiniować. Czy moja niska ocena tej kwestii nie wynika z pychy? Że zawsze wszystko chciałam robić najlepiej, więc wierzyć też powinnam stuprocentowo i bez wątpliwości? Co zrobić w takiej sytuacji, gdy przed oczami ciemność, a w sercu letniość?

„Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16)

Modlitwa

Panie spójrz na moje puste ręce, brudne i skalane przywiązaniem do mamony. Zmiłuj się nade mną. Daj mi wolność serca. Zanurz mnie w Twojej miłości i niezgłębionym miłosierdziu.

Jeśli pokrzyżowałeś moje plany, aby moja wola mogła zjednoczyć się z Twoją, to znak, że jestem na właściwej drodze, a Ty nade mną czuwasz.

Panie zawierzam Ci całe moje życie i życie moich najbliższych. Niech będzie tak jak Ty chcesz. Ty wiesz najlepiej.

Panie oddaję Ci moje lęki i niepokoje: o dzieci, o pracę, o przyszłość. Wiem, że chcesz mnie uwolnić od tego lęku. Oddaję Ci także mój czas, bo on cały do Ciebie należy.

Chcę być uboga duchem, nie przywiązana do niczego. „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 1). Panie pozwól mi zawsze pamiętać, że gdy czynisz mnie słabszą fizycznie, psychicznie i duchowo, wtedy zbliżasz się do mnie. Chcesz, żeby Cię potrzebowała, żebym Ci bardziej ufała, żebym wszystkiego oczekiwała od Ciebie.  "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". (2 Kor 12, 9) Ty znasz panie słabość mojej wiary. Chcę być jak dziecko: zamiast planować i analizować, zaufać  Tobie. Oddać się całkowicie w Twoje ręce.

Panie, przez Twoje Zmartwychwstanie zwyciężyłeś zło. Nie ma już więc ostatecznego fiaska, nie ma życia, które byłoby zaprzepaszczone. Wszystko nabrało sensu i celu. Również moje życie. Chociaż jestem grzeszna i niedoskonała, kochasz mnie taką, jaką jestem. Naprawisz to, co zrobiłam źle, uzupełnisz moje niedoskonałości. Przez to właśnie jak jestem słaba, mam szczególne prawo do Twojej miłości. Ty jesteś Ojcem, ja jestem Twoim dzieckiem.

Panie, ogołociłeś moją wiarę z wszystkich podpór naturalnych: zrozumienia, odczucia, doświadczenia zmysłowego. Zawiódł rozum, zawiedli ludzie – także ci najbliżsi, zawiodły także uczucia, odczucie zadowolenia z modlitwy. Zostałeś tylko Ty sam.

Dlatego dokonuję teraz Panie aktu zawierzenia.  Chcę opierać się tylko na Tobie i Twoim słowie.

Chcę powtarzać jak Jabes z 1 Księgi Kronik: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończy!”

Ty jesteś Bogiem rzeczy niemożliwych i nieprawdopodobnych. Ty jesteś wszechmocny, kochający i miłosierny. Jesteś zawsze obecny przy mnie, nawet wtedy, gdy wydaje mi się, że milczysz. Czas jest Twoją obecnością. Każda chwila jest próbą wiary. Czekasz na każde moje „TAK”.

Święta

Niedziela, XXIX Tydzień zwykły Rok A, I Dwudziesta dzi

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Galeria

Wyszukiwanie