Bóg redaguje dziennik
naszego życia;
Boska dłoń spisuje naszą historię:
zatroszczmy się o to, aby była ona piękna.
Bossuet

 

Życie nasze
to podróż po wzburzonych wodach oceanu,
pośród ciemności nocy;
wiara to latarnia morska,
co nam drogę do portu wiecznej szczęśliwości ukazuje;
wierność w obowiązkach to czółno,
które nas od morskich broni bałwanów,
tj. od wpływów świata;
nadzieja, ufność w Bogu to kotwica,
co nas od zatonięcia ratuje;
miłość to wiatr, co żagle nadyma i do nieba wiedzie.
bł. Honorat Koźmiński

Zmagania duchowe

A MOŻE BÓG CHCE, BYM ZOSTAŁA… ZAKONNICĄ?

20 III 1997
Trochę czasu minęło od ostatnich moich zapisków. Dziś już 20 marca. Właśnie wymieniono nam okna. Kończę sprzątanie. Skończyły się już drugie moje praktyki w szkole, bardzo miłe. Kończy się też Wielki Post. Chciałabym zapisać jak przygotowuję się do Świąt Wielkanocnych. Nie jest całkiem źle ani zupełnie dobrze. Piszę oczywiście o moim życiu duchowym, bo w szkole oceny mam wyśmienite, a poza tym jestem raczej lubiana, więc czuję się bardzo dobrze.

Chciałabym czuć się wewnętrznie tak jak na zewnątrz. Bo znów czegoś mi brak, jakiejś siły, mocy, chęci, zdecydowania, poświęcenia...,no nie wiem sama czego tak naprawdę mi brakuje, aby mieć poczucie właściwego spełniania obowiązków chrześcijanina. Właśnie pewności mi brakuje. Ciągle coś mi mówi, że to nie tak powinno być. Nie mogę powiedzieć bym miała spokojne sumienie tak całkowicie. Zawsze, kiedy zwracam się do Boga, kiedy spoglądam na krzyż, śpiewam jakąś pieśń religijną odzywa się we mnie poczucie winy. To już chyba zawsze tak będzie.

30 III 1997
Pierwszy dzień Wielkanocy. Dobry dzień. Może nawet bardzo. Bardzo mądre i głębokie kazanie na Mszy świętej. Radość ze spotkania z Chrystusem. Podziękowanie, że wszystko jest dobrze w domu. Nawet nowy samochód. Niespodzianka. Wcześniej było spotkanie z Markiem. Bałam się, ale było nadzwyczaj udane. Rozstaliśmy się jak para starych dobrych przyjaciół. On chciałby mnie mieć mnie za żonę. Cóż, nie wiem nawet, czy go lubię. On po prostu jest dobrym, porządnym chłopakiem. Rzadko się dziś takich spotyka. Ideał na męża. A mnie nic w nim nie pociąga. I dlatego wymyśliłam tyle przeszkód uniemożliwiających nasze spotykanie się. Dlaczego ciągle tak się dzieje, że zawsze, gdy ktoś mnie pokocha, on sam jakoś mi się nie podoba? Czy ja jestem zbyt wymagająca? Coraz częściej myślę żeby wyjść za mąż z rozsądku, skoro nie mogę z miłości. Kiedyś próbowałam udawać miłość, ale na dłuższą metę to zbyt męczące, chociaż możliwe.

Powiedziałam o wszystkich lękach i obawach mojemu Panu w dzień Jego zmartwychwstania. Prosiłam, aby Sam za mnie wybrał, bo przecież On najlepiej wie, co jest dla mnie dobre. Pomyślałam też, że warto coś zachować z postanowień wielkopostnych. To kształtuje charakter i wyrabia silną wolę. Pomyślę nad tym.

6 IV 1997
Jest dobrze. Miłosierdzie chyba otwarło się nade mną. Muszę dziś sporo powiedzieć mojemu Panu. W ten dzień przyobiecał On przecież zdroje łask dla tych, którzy odwołają się do Jego Miłosierdzia. Muszę przyznać, że dopiero dziś uświadomiłam sobie, ileż razy ciągu swojego życia doznałam opieki Boga i korzystałam z Jego miłosierdzia. W jaki sposób człowiek może Bogu za to podziękować? – Panie, zechciej przyjąć moje milczenie i naucz mnie życiem dziękować.

Oglądałam dziś wzruszający film o Papieżu, przypomnienie jego pierwszej pielgrzymki do Kraju. Rzeczywiście on umacnia w nas wiarę. Zawsze jego słowa trafiają do mnie głęboko. Mam nadzieję, że nie będę się nigdy w życiu zastanawiać, czy wolno człowiekowi odrzucić Chrystusa i w imię, czego wolno?

Dziś dziadek powiedział, że nie będzie więcej pił. W ogóle. Boję się, że tak może być. Czy ja na to zasługuję, aby mieć wszystko czego potrzebuję? Teraz, gdy doznaję jakiejś łaski, jakiegoś dobra, nie cieszę się tak jak dawniej, ale od razu przychodzi mi na myśl pytanie: dlaczego, czym na to zasłużyłam? Zazwyczaj czuję, że nie zasługuję. Nie umiem dziękować Ci Panie...

Przypomniało mi się właśnie to, co powiedział św. Paweł: Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus. Ja się rzeczywiście jakoś tak czuję. Ciągle zaś nie wiem, co będzie ze mną? Zapytam dziś wieczorem mojego Pana. Czy mi odpowie jak jednemu z Apostołów na podobne pytanie?

To dziwne, że wiem, co czeka mnie po śmierci, a nie znam swojej najbliższej przyszłości. Widzę się w roli żony (może Marka). Ale nie, chyba nie jego. Widzę się też w roli...(znów boję się tego słowa), no nie, tak to pozostawię bez wypowiedzenia go. Jezu ufam Tobie, od dziecięcych lat. Jezu ufam Tobie choćby zwątpił świat. Strzeż mnie dobry Jezu.

 «  1  2  3  4  5  6  [7]  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  » 

Powrót

 

 

Z pamiętnika duchowego Doroty

 

Panie, chcę spojrzeć na swoje życie i otaczający świat Twoimi oczyma.

Jeśli to co fizycznie oglądam, nie jest prawdziwą rzeczywistością, pozwól mi dostrzec prawdę. Przede wszystkim prawdę o moim życiu.

Nie mogę Cię poznać Panie w tej chwili, w której żyję.

Teraz mogę w Ciebie jedynie wierzyć, a moja wiara jest wprowadzeniem w przyszłe poznanie Ciebie w wieczności.

Swoje życie, Panie, postrzegałam jako trudne. Dzieciństwo czasami pełne łez, trudne relacje z rodzicami, brak okazywania przez nich miłości.

Potem trudne małżeństwo i jeszcze trudniejsze rodzicielstwo. Mówiłam, że wszystko osiągnęłam własną pracą, własnym uporem. Marzyłam o pełnej, szczęśliwej rodzinie. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: małżeństwo nie istnieje (czy kiedykolwiek istniało?), chłopcy są niepełnosprawni, ich wiara stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Mam problemy w pracy, problemy ze zdrowiem, z duchowością, z emocjami. Patrząc na to ludzkim okiem: porażka i dramat. Sytuacja bez wyjścia. Doszłam do punktu, kiedy już dalej nie daję rady. Ludzkie możliwości zostały wyczerpane. Nie tylko trudno jest mi wykonać najprostsze zadanie, trudno jest nawet podjąć najprostszą decyzję. Moje serce zniewala lęk: o jutro, o dzieci, o pracę.

Czy to jest moja „Mamona”? Według Twojej nauki – tak. „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (Mt 6,24)

Pouczona przez Ciebie Panie, chcę spojrzeć na to co było i jest, oczyma wiary, Twoimi oczyma:

Dopuściłeś Panie moje ogołocenia: zburzyłeś marzenia o szczęśliwej rodzinie i mój misterny plan, który sama sobie ułożyłam – mój plan na życie. Dopuściłeś chorobę synów – według mojego planu mieli być zdrowi i szczęśliwi. Dopuszczasz problemy w pracy, chociaż staram się pracować sumiennie. Zawsze szybko podejmowałam decyzje, a teraz mam problemy z zakupami w sklepie spożywczym… Marzyłam o bogatym życiu duchowym, a plącze mi się język przy najprostszej modlitwie. Oczekiwałam znaków od Ciebie, a mam jedynie ciemność przed oczami. Mam wrażenie Panie, że stoję przed olbrzymim murem, który nie chce się poruszyć… Za nim jest wolność, jest lepsze życie, ale muszę go pokonać.

Wyprowadziłeś mnie Panie na pustynię. Uczysz, że pustynia jest łaską. Od niej może rozpocząć się moje nawrócenie. A przecież myślałam Boże, że jestem osobą wierzącą. Ten fakt również chcesz zweryfikować.

Tak wiele pytań chciałabym Ci zadać Panie, tyle odpowiedzi chciałabym poznać. A Ty mówisz, żeby wybrać Ciebie. Uwierzyć bez pytania o szczegóły i konsekwencje tego wyboru.

Ogołocić się z przywiązań. Nie opierać się na niczym, poza Tobą. Nawet na żadnym z Twoich darów. Jedynie na Twojej mocy i miłości.

Uznać własną bezradność i oczekiwać wszystkiego od Ciebie.

Stale się nawracać.

Przejść przez wiele doświadczeń, prób i burz, trzymając Ciebie za rękę.

Uczysz, że wiara nie usuwa ciemności, wręcz przeciwnie: ona je zakłada. W tym kryje się jej sens.

Panie, tylko Ty wiesz dlaczego wybrałeś dla mnie trudne łaski. Ty wiesz, że także moja wiara sprawia mi problemy. Nie potrafię jej ocenić, opisać, zdefiniować. Czy moja niska ocena tej kwestii nie wynika z pychy? Że zawsze wszystko chciałam robić najlepiej, więc wierzyć też powinnam stuprocentowo i bez wątpliwości? Co zrobić w takiej sytuacji, gdy przed oczami ciemność, a w sercu letniość?

„Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 15-16)

Modlitwa

Panie spójrz na moje puste ręce, brudne i skalane przywiązaniem do mamony. Zmiłuj się nade mną. Daj mi wolność serca. Zanurz mnie w Twojej miłości i niezgłębionym miłosierdziu.

Jeśli pokrzyżowałeś moje plany, aby moja wola mogła zjednoczyć się z Twoją, to znak, że jestem na właściwej drodze, a Ty nade mną czuwasz.

Panie zawierzam Ci całe moje życie i życie moich najbliższych. Niech będzie tak jak Ty chcesz. Ty wiesz najlepiej.

Panie oddaję Ci moje lęki i niepokoje: o dzieci, o pracę, o przyszłość. Wiem, że chcesz mnie uwolnić od tego lęku. Oddaję Ci także mój czas, bo on cały do Ciebie należy.

Chcę być uboga duchem, nie przywiązana do niczego. „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5, 1). Panie pozwól mi zawsze pamiętać, że gdy czynisz mnie słabszą fizycznie, psychicznie i duchowo, wtedy zbliżasz się do mnie. Chcesz, żeby Cię potrzebowała, żebym Ci bardziej ufała, żebym wszystkiego oczekiwała od Ciebie.  "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". (2 Kor 12, 9) Ty znasz panie słabość mojej wiary. Chcę być jak dziecko: zamiast planować i analizować, zaufać  Tobie. Oddać się całkowicie w Twoje ręce.

Panie, przez Twoje Zmartwychwstanie zwyciężyłeś zło. Nie ma już więc ostatecznego fiaska, nie ma życia, które byłoby zaprzepaszczone. Wszystko nabrało sensu i celu. Również moje życie. Chociaż jestem grzeszna i niedoskonała, kochasz mnie taką, jaką jestem. Naprawisz to, co zrobiłam źle, uzupełnisz moje niedoskonałości. Przez to właśnie jak jestem słaba, mam szczególne prawo do Twojej miłości. Ty jesteś Ojcem, ja jestem Twoim dzieckiem.

Panie, ogołociłeś moją wiarę z wszystkich podpór naturalnych: zrozumienia, odczucia, doświadczenia zmysłowego. Zawiódł rozum, zawiedli ludzie – także ci najbliżsi, zawiodły także uczucia, odczucie zadowolenia z modlitwy. Zostałeś tylko Ty sam.

Dlatego dokonuję teraz Panie aktu zawierzenia.  Chcę opierać się tylko na Tobie i Twoim słowie.

Chcę powtarzać jak Jabes z 1 Księgi Kronik: „Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończy!”

Ty jesteś Bogiem rzeczy niemożliwych i nieprawdopodobnych. Ty jesteś wszechmocny, kochający i miłosierny. Jesteś zawsze obecny przy mnie, nawet wtedy, gdy wydaje mi się, że milczysz. Czas jest Twoją obecnością. Każda chwila jest próbą wiary. Czekasz na każde moje „TAK”.

Święta

Wtorek, II Tydzień Adwentu Rok B, II Dzień Powszedn

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Galeria

Wyszukiwanie