Poezja zachowuje

od zniszczenia

tchnienie boskości w człowieku. 

Percy Bysshe Shelley

 

 

 

 

 

Poezja jest doskonałym pretekstem,

a jednocześnie sposobem zaakceptowana siebie,

swoich bliźnich i wreszcie zaakceptowania Bożej akceptacji.


Żyć w prawdzie i pisać w prawdzie.

Być sobą, chociażby nawet bardziej

opłacało się być kim innym.

Jacek Okoń

Cieszyć się życiem

Małgorzata Giemzo

Nawet ci nie mam za złe czasie

że mi zabrałeś tyle lat,

że mi pokryłeś twarz zmarszczkami....

noce bezsenne

halny wiatr

że teraz kiedy gnać nie muszę

zrywać się rano

....skoro świt...

walczyć z nadwagą jeździć rowerem

wiecznie nadążać !

i być ! i być !

zmęczona jestem od reguł... plotek...

od zakuwania przepisów dnia

niewiele było tych cudowności...

podła samotność

choć miałam... psa

Nawet ci nie mam za złe czasie

że mi zabrałeś tyle lat....

jedno mi czasie zechcieć daj...

zatrzymaj w duszy Maj

w... duszy Maj...

 

* * *

 

Żeby było w sam raz

nie w biegu na czas

spokojnie, a przy tym niewiele

Słowa pełne prawdy nie fałsz

byłoby w sam raz

Uśmiech na twarzy częściej nie raz

byłoby w sam raz

Dłuższe spojrzenie nie na krótki czas

byłoby w sam raz

Pogodzeni, a czasem tęskniący

bo czas ucieka

zdaje się w sam raz

Nie trzeba gonić

Nie trzeba uciekać...

Najważniejsze ocalić..

Najtrudniejsze... przeczekać

Ono w sam raz

w sam raz

Dane tylko raz

Dane tylko raz...

 

* * *

 

Co się Tobie we mnie podoba?

Że nie mówisz... nic z niej nie będzie?

i to teraz...!

kiedy lat nie-(przy) ubędzie

i wiele by można żałować...

Jednak nie cofasz zaufania

Co się Tobie we mnie podoba?

taka sobie przeciętna osoba...

Tradycyjne nałogi i trochę nadwagi...

bo nie urzekła Cię moja wiedza?

ani uległość żony i matki..?

Skromność?

czy raczej niemoc

Wiara?

czy powołanie?

A może... być może....?

Zachwyt nad .... przemijaniem?

 

* * *


Wczoraj to już... historia

Dzisiaj to Teraz

ta chwila

Jutro (to) wielka niewiadoma

czy dożyjesz, czy pokonasz?

Nie zawrócisz

i naprawisz.... Niewiele

 

* * *

 

Jeszcze jestem….

Przechodniem

Jak nikły płomień zapałki

Co wierzy, że jest wielkim ogniem

Dwa kroki, krok

Ku wieczności…

Dzisiaj lub jutro

Dwa lata, rok

Choć odwrócona plecami jeszcze

za ten horyzont

Gdzie ciemność

Zamykam oczy

Na to co mija…

Odchodzi kruche dzisiaj

Jeszcze dzisiaj jestem przechodniem

Jeszcze dzisiaj jestem ogniem

A jutro?

Kto wie?

On wie!

 «  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  [11]  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  » 

Powrót

 

 


MODLITWA POETY


Słowa naszego powszedniego daj mi Panie,

bym mógł zawsze wyrażać to co chciałbym.

Niech nie dotknie mnie swą macką, plugawa zjawa

której podszeptów mógłbym słuchać

i bluźnić przeciw Tobie.

Daj mi Panie jasność myśli,

umiejętność wnikliwego patrzenia na świat

i oryginalności języka.

 

Niech Twe Święte dary napełnią mój umysł,

bym potem mógł Ci składać z tego ofiarę,

przynosić szczęście i radość ludziom

i wysławiać owoc Twojego stworzenia.

Proszę Cię Panie o to wszystko w cichości chwil moich,

w skrytości duszy mojej.

Daj Panie dniom moim piękności Twojej ślad.

Daj Panie.

Józef Olchawa

* * *

Wierzę w Świętych obcowanie,
Więc Ty w Niebie Królu, Panie
Mą niedolę bez kolejki
Załatw, oszczędź srogiej męki
A najlepiej na pojutrze
Teraz dni są coraz krótsze
Bym sąsiadom mógł okazać:
Z Niebem trzeba umieć gadać
By na swoje wyjść.
Poślij Judę Tadeusza,
Wszak Twój Kuzyn, co się wzrusza
Beznadziejnym stanem biedy
Wszak go lud przyzywa wtedy
Gdy Antoni w Niebie śpi.
Stwórca w Niebie mrugnął okiem,
Niezbadanym swym wyrokiem
Wszedł w dialog z Tadziem Judą
Potem Anielicę rudą
W myśl wtajniaczył.
W Niebie sprawa była jasna
Taka prośba? – pycha własna!
Święty z rudą Anielicą
Z Nieba prują – nad ulicą
Gościa dopadają.
Słuchaj facet – ruda wtrąca
Twoja była myśl gorąca?
By z litanii wszyscy Święci
W twoje sprawy zaprzęgnięci
Twe lenistwo hołubili?
Prosić Stwórcę trzeba, można,
Jest to zawsze myśl nabożna
Lecz nie czyńcie sługą Pana
Nakazując Mu od rana
Cóż to dzisiaj zdziałać ma.
Juda Tadzio do człowieka:
Prosisz, nie drgnie ci powieka?
Tylko Świętych angażować
Swym lenistwem zanegować
Boże w tobie dary?
 
Jestem ten od beznadziejnych
Patron spraw i próśb tak chwiejnych,
Gdy człek w ważnej jest potrzebie
Ufność, miłość kładzie w Niebie
Ale nie cwaniactwo.
Beznadziejnym widzisz sprawy
Założone w kieszeń graby
Proś niech Boże plany górą
Nie bądź beznadziejną rurą
Którą przepcha byle kret.
My to wiemy – Wszyscy Święci,
Lecz roztropnie uśmiechnięci;
Wespół działać z Bożą wolą
Ile siły ci pozwolą –
I NADZIEJNYM być !!!
Ks. J. Stefaniuk

* * *

rozpięty,

pomiędzy Twoim „Stań się..."

i "gdzie jesteś?"

słowa pożyczałem

piękne

kręte

wyszukane,

a gdy ich nie stało

(tylko Ty piszesz w sercu, kamieniu na piasku)

uśmiechnąłeś się,

imię przypomniałeś,

żem nie poeta

a dziecko

załkałem:

więc o wszystkim wiedziałeś,

i to,

że Cię...

kochałem ?

Ks. J. Stefaniuk

 TAK DLA SIEBIE

 

głowią się bibliści

mędrcy

kaznodzieje

co wycisnąć z Biblii

utulić

ukrzyżować

za oknem już dnieje

Gabriel

i Józef znów nieutulony

Betlejem rachowane

Herod wystraszony

pierwszeństwo pasterzy

królów opóźnienia

sny Józefa

ucieczka

Nazaretu drgnienia

 

Twoje życie

nasze

tak poprzeplatane

radością

światłem

bólem

chwałą wykąpane

patrzyli na Ciebie

my wyobrażamy

zdradzamy

szukamy

równamy w potrzebie

widzimisię

nastroje

na dziś

tak dla siebie

aż za dużo tego

odpustowo

pięknie

starczy głos IMIENIA

a wszystko

i tak klęknie

Ks. J. Stefaniuk

 * * *

 Wielka, Twa miłość, jak wielka

Małe, me serce za małe

Jakże pomieści muszelka

W środku swym morze całe

 

Mała ma miłość za mała,

A Twoje Serce tak wielkie

Więc w ufność, zmieniam się cały

Niebem wypełnisz muszelkę

 

Drobino chleba, a w niej bijące serce

Trudno nam tęsknić do Nieba,

Bądź przy nas w bólu udręce

Wdzięczności naucz nas

 

Wiatr się nie zbudził jeszcze

Z liśćmi nikt się nie droczy

I chmury nie płaczą deszczem

Stąd łzy i wilgotne oczy.

 

Wielka cisza dokoła

Takie milczenie święte

Stworzenie bez słowa woła

Bożym zachwytem zdjęte

 

Drobino chleba, a w niej bijące serce

Trudno nam tęsknić do Nieba

Skruchy i prawdy potrzeba.

 

Bądź przy nas w bólu udręce

Wdzięczności naucz nas.

Ks. J. Stefaniuk

Tylko te drzwi,

 które na oścież otwarliśmy drugim,

 będą otwarte i nam.

 

  Tylko ten chleb,

 który podaliśmy do pożywania dru­gim,

 nasyci i nas.

 

 Tylko ta woda,

 którą do picia podaliśmy drugim,

 ugasi i nasze pragnienia.

 

  Tylko ten chory,

 którego odwiedziliśmy,

 pozbawi nas naszej samotności.

 

  Tylko to słowo,

 które było pomocą dla drugich,

 pocieszy i nas.

 

  Tylko ta ręka,

 którą wyciągaliśmy do drugich,

 pojedna i nas.

 

 Tylko ta uczciwość,

 z którą zbliżaliśmy się do drugich,

 wyzwoli i nas.

 

 Tylko ta przyjaźń,

 którą żywiliśmy dla drugich,

 będzie nośnym przęsłem i naszego życia.

 

  Tylko ta nadzieja,

 którą wzniecaliśmy u drugich,

 pozwoli i nam uczestniczyć w ży­ciu. 

 

 Tylko ta wolność,

którą umożliwiliśmy drugim,

wybawi i nas.

Ks. Alfons Skowronek

 

 BŁOGOSŁAWIENI CISI

 

Jak urzekające jest milczenie gwiazd!

 Jak niewzruszona w swej potędze jest cisza kosmosu!

 Nie zamąci jej krzyk człowieka,

 Nie dosięgnie jej kresu oniemiała ze zdumienia myśl ludzka,

Cisza wszechświata jest potęgą Boga.

  

On przemawia Swoim milczeniem.

 On tworzy Swoją bezsilnością.

On rządzi Swoją nieobecnością.

 

W jazgocie świata szuka swej potęgi człowiek:

 dyskutuje, wykrzykuje, argumentuje, oświadcza,

 produkuje, realizuje, aktywizuje, doświadcza,

 manipuluje, protestuje, przytakuje, donosi.

 

Zapomina, że to co wielkie i naprawdę znaczące –

 rodzi się w ciszy.

 Błogosławieni cisi, bo oni rozumieją.

 Ks. Henryk Piecha

 

* * *

 

  Panie

 Daj cierpliwość

 By z chwil rozpaczy

 Uskładać na wieczność

 

Daj wiarę

 Że jest miłość

 Co nie umiera

 W poranek dnia siódmego

 

Daj siłę

 Aby zgorzkniałych

 Nie kąsać

 A raczej omijać

 Życzliwie

  

Daj umiar

Aby nie macać łapczywie

 Wszystkiego co garnie się pod rękę 

 

 Daj dobroć

 By po godzinach rozterek

 Łagodnie dotknąć bliźniego

 Ks. Wiesław Śmigiel

 ZARZUT

 

Podobno w moich wierszach

Za dużo smutku

 I za mało przyzwoitości

 

Kocham łzy

 Bo one są prawdziwe

 

Miłość bez łez

Jest drapieżnym pożądaniem

 

Wiara bez łez

 Jest pewnością egoizmu

 

Nadzieja bez łez

 Jest cynizmem głupców

 

Chcę aby moje wiersze

 Miały ludzką twarz

 Więc muszą ociekać łzami

 

Kocham łzy

 To ostatni dowód

 (choć niektórzy uważają że wątpliwy)

 Na istnienie wrażliwości.

Ks. Wiesław Śmigiel

 

* * *


 Ile trzeba połamać kwiatów

żeby zrobić pierwszy bukiet?

 

Ile razy trzeba umierać

żeby zacząć żyć?

 

Ile razy trzeba zaczynać

 żeby nareszcie skończyć?

 

Ile razy trzeba rozpaczać

żeby się pokryć zielenią?

 

Ile razy trzeba zasypiać

żeby się obudzić po tamtej stronie marzeń?

 

Ile razy trzeba płakać

żeby się łez zebrało na jeden uśmiech?

 

Ile trzeba popełnić zdrad

żeby pojąć wierność?

 

Ile par nóg trzeba zniszczyć

żeby się nauczyć fruwać?

 

Ile poronień

żeby się coś narodziło?

 Ks. Jerzy Szymik

PRZED OBLICZEM CZARNEJ MADONNY

 

Jak spojrzeć na Ciebie

przez pryzmat tego świata,

który daleki jest od ciszy Nazaretu,

od świętego oddania,

od Twego ufnego tak,

od Twej pełni łask,

od wiary w obietnice,

od zawierzenia Słowu?

Jak spojrzeć w Twą świętość

 bez najmniejszej skazy,

jak przyjąć dziś Ciebie?

Nie umysłem – bo zbuntowany,

nie sercem – bo znieczulone,

nie uczuciem – bo skażone,

nie wolą – bo za słaba,

nie duszą – bo zbyt trwożna.

Chyba tylko prostotą wiary dziecka,

jak matkę.

Ks. Marian Zielniok

COŚ O SOBIE...

 

Pomódl się za mnie Siostro Droga,

Bo Ty masz względy u Pana Boga.

Ja jestem słaby i wciąż się lękam,

Ciągle się boję, choć często klękam.

I kładę się krzyżem w swoim mieszkaniu,

Odmawiam Koronkę na skromnym dywanie.

Zanoszę modły do Ojca w niebie

O pokój w świecie, o miłosierdzie dla siebie.

 

Tyle jest grzechu i przewrotności,

Upadków, zgorszeń, nieuczciwości.

Wiele bezładu i wynaturzeń;

Zrób coś, o Panie, przywołaj burzę.

Daj znak, że jesteś, niech wszyscy wiedzą,

Popatrzą w górę i w końcu uwierzą.

 

Zło ludziom milsze niż honor i cnota,

Zamiast mądrości – w mediach głupota.

Zło promowane, dobro wyśmiane;

Tym człowiek się szczyci,

Czego powinien naprawdę się wstydzić.

 

A tu mi mówią, że ja jestem winien,

Coś zaniedbałem, nie daję przykładu;

Nie jestem światłem, nie jestem solą,

A mam być obrazem, żyć Jego wolą.

Nie tylko mówić, ale i świadczyć,

Że Bóg istnieje i na nas patrzy.

Nie patrzy na ręce, ale na serce,

Przenika sumienie i całą głębię,

Wie, jakim jestem i jakim będę.

Czy nad tym wszystkim się zastanawiam?

Czy się nawracam, czy się poprawiam?

 

A przecież świętość jest mi zadana;

Do niej zaś dążyć –  zobowiązaniem.

Maryja dla nas ułatwia drogę,

Pierwsza nią przeszła i zawsze z Bogiem.

Jego narzędziem, a dla nas wzorem.

Do Niego prowadzi najprostszym torem.

Bez zagubienia i krętych ścieżek,

Jej można zaufać, bo nie zawiedzie.

Panna wierna i miłosierna,

Być w Jej ramionach – to droga pewna.

Być Jej dzieckiem, żyć z Nią w komunii,

Nie szukać niczego, bo wszystko jest u Niej.

Ma swoje Radio i swoją TRWAM,

Co prawdę poznać ułatwia nam.

Prawda wyzwala, prowadzi wzwyż

Droga niełatwa, bo znaczy ją krzyż.

Znak naszej wiary, naszego zwycięstwa –

Boże błogosław, udziel nam męstwa.

Ks. J.S.

 SKOWRONEK

(to przydomek samotnej osoby, której ten wiersz został poświęcony)

 

– czy jest coś piękniejszego nad śpiew tej ptaszyny,

co urzeka swym głosem, ćwierkaniem przemiłym;

co szybuje wysoko

przez góry, doliny,

pola, lasy i nieprzebyte knieje

przepełne zwierzyny.

Ten ptak umila pracę na roli,

podnosi zgnębionych

gdy serce zaboli;

emanuje radością,

zaraża uśmiechem,

tętni życiem i ujmuje

swą osobowością.

Ptak bowiem może być symbolem

istoty rozumnej,

która w swej subtelności, lekkości

wzbija się wzwyż.

Wolna jak ptak,

bez żadnych obciążeń

przemierza przestworza,

wciąż Bogu mówi tak.

Odrywa się od ziemi, szybuje wysoko,

tam bliżej nieba mając serce i skrzydła

otwarte szeroko.

W ten sposób śpiewa chwałę Wszechmocnemu,

uwielbia za wszystko,

co zawdzięcza Jemu: za dobro i pokój,

za czyste rysy serca i całą szlachetność,

za dni pełne pogody, za szarą codzienność,

za ład wewnętrzny, za urodę i za dobrych ludzi,

za Bożą Miłość, która w niej się budzi.

 

Oddaje to wszystko przez dłonie Maryi,

idąc przez życie nie tracąc nadziei.

Ona przecież nie zawodzi

i zawieźć nie może –

błogosław jej zawsze Wszechmogący Boże! 

Ks. J. S.

 

Słowo Boże

Słowo Boże, Ty jesteś dla mnie źródłem życia,

napojem dla duszy i wodą do obmycia.

I od tej chwili, kiedy Cię czerpać zaczęłam,

gdy zanurzyłam się i Tobą przeniknęłam,

od tego momentu moja dusza i ciało

i wszystko co we mnie, jakby nowe powstało.

Źródło życia - pragnę, byś mnie wciąż wypełniało

i by pragnienie moje nigdy nie ustało.

Bo bez Ciebie błądzę, gubię drogę, marnieję.

Sama nic nie mogą zrobić, tracę nadzieję.

Z Tobą zaś zawsze idę we właściwą stronę.

Ty rozpalasz miłością. Niech więc w Tobie tonę!

Od Słowa Twego Boże wszystko się zaczęło:

światłość, ląd, morze, rośliny… i życie tchnęło.

Twoje Słowo Wcielone w Maryję zostało

i Uczłowieczone - Zbawienie światu dało.

Jesteś dla mnie wszystkim, Tyś cały świat stworzyło,

Słowo, Któreś przyszło i razem z nami było.

Słowo, gdy trwam w Tobie i w Twoją głębię wnikam,

wtedy czuję, że z samym Bogiem się spotykam.

Lecz spotkać się to mało, pragnę Cię poznawać,

iść Twoimi śladami, owoce wydawać.

Bo w Tobie miłość, mądrość, szczęście, sens, cel, spokój,

siła, nadzieja, światło, życie, duszy pokój.

Wybrałam się przez Pisma Świętego czytanie

w podróż mojego życia - z Tobą wędrowanie.

Na każdej karcie jest inny mój dzień spisany

i tylko Tobie Panie Jedynemu znany.

Byłam bardzo chora, lecz z wiarą Cię słuchałam.

Koiłam Tobą serce, nadzieję wciąż miałam,

a wtedy Panie miłosierdzie okazałeś,

oddaliłeś chorobę, nowe życie dałeś.

Dziś wiem, że Twoje Słowo tworzy i buduje,

obmywa, oświeca, wszelkie dobro kształtuje.

Wielbię Ciebie i sławię Wszechmogący Boże,

a za Twoje Łaski dziękuję Ci w pokorze.

Lidia Zabijak

WIERSZ NA ŚWIĘTA

 

Wschodząca światłość

Zstępująca

w mroki ludzkiego życia

 

Boże Narodzenie

Światło życia

Jeśli je masz

nie potrzebujesz potwierdzenia

od innych

że idziesz

słuszną drogą

 

Nie jesteś ślepcem

bo widzisz

z wysokości Krzyża

Ks. W. K.

 WIERSZ WIGILIJNY

 

Maleńki Jezu

Kosmiczny włóczęgo

Wieczny tułaczu

Żebraku bez grosza

Który co roku

Przychodzisz na Ziemię

By przynieść pokój

Ludziom dobrej woli

 

Lecz w naszych domach

Jakby coraz ciaśniej

Tylko pusty talerz

Pozostał na stole

Zbyteczne krzesło

Ktoś uprzątnął w ciszy

Siedzimy wsłuchani

W kolędowe granie

 

Lecz nasze uszy

Już nie słyszą ciszy

Tego co ważne

Oczy już nie widzą

Tylko na choince

Światełka migocą

Gaśnie za oknem

Betlejemskie światło

 

Obudź nas w porę

Póki przy drzwiach stoisz

Niech w naszych sercach

Nie zabraknie miejsca

Wejdź w naszą codzienność

Duszną od rozpaczy

Zabierz nam rzeczy

W których nie ma szczęścia.

Ks. Wacław Buryła

 

* * *

 ciemność nazwaliśmy postępem

 zapaliliśmy tysiące lamp

 które ciągle gasną

 postawiliśmy bardzo wiele pytań

 na które nie potrafimy udzielić

 wyczerpującej odpowiedzi

 coraz częściej gubimy drogę do człowieka

 nawet tego mieszkającego najbliżej

 na wyciągnięcie ręki

 nie umiemy przepowiadać przyszłości

 także przeszłość

 coraz bardziej wylatuje nam z pamięci

 zdobyliśmy mnóstwo dyplomów

 chociaż coraz mniej wiemy o sobie

 planujemy podbój kosmosu

 chociaż zwyczajny uśmiech

 gubimy gdzieś po drodze

 setki razy przyjmowaliśmy sakramenty

 chociaż chyba nigdy

 nie przyjęliśmy Boga

 wypowiedzieliśmy miliony słów modlitw

  chociaż ciągle nie umiemy powiedzieć

 jednej najprostszej miłości

  a przecież wystarczyłoby

 gdybyśmy zamiast elektrycznych żarówek

 zawiesili na choince

 betlejemską gwiazdę  

 Ks. Wacław Buryła

Święta

Poniedziałek, XX Tydzień zwykły Rok A, I Wspomnienie św

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Galeria

Wyszukiwanie